2015.02.14

Satysfakcja z pracy, nie z płacy

Już nie w pieniądzach, bo te nie wzrosną, lecz w inspirującej pracy albo jej zmienności trzeba szukać satysfakcji - pisze prof. Cohen w refleksji w sam raz na sobotę. A ponadto o zakończonym strajku w Jastrzębiu, chińskim hamowaniu świata, kto korzysta na luzowaniu ilościowym, o internecie rzeczy i walentynkach na Ukrainie.

Co zrobić, kiedy łamie się model stałego wzrostu gospodarczego? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć prof. Daniel Cohen z Ecole Normale Superieure w Paryżu. W Stanach Zjednoczonych 80 procent ludności od 30 lat nie dostrzega wzrostu swojej siły nabywczej. We Francji wzrost dochodu na głowę, wynoszący 3 procent rocznie w latach 70., spadł ostatnio poniżej zera. Pytanie, czy powróci?

Pesymiści, jak Richard Gordon, twierdzą, że potencjał dla wzrostu gospodarczego jest teraz znacznie mniejszy niż w poprzednim stuleciu. Rewolucja technologiczna dała nam smartfon, ale trudno go porównywać z elektrycznością, samochodami, samolotami, telewizją czy antybiotykami, jakie przyniósł ludzkości XX wiek. Z kolei optymiści, jak Eric Brynjolfsson i Andrew McAfee twierdzą, że nastąpi ucyfrowienie wszystkiego, Google już eksperymentuje z samochodami bez kierowców, a w Japonii roboty opiekują się starszymi ludźmi. Nowy wybuch wzrostu jest w zasięgu ręki. Kto ma rację?

Cohen zauważa, że oba obozy mówią o różnych kwestiach. Dla pesymistów ważny jest konsument, dla optymistów maszyny. Pytanie, czy maszyny będą zastępować pracę ludzi, czy ją uzupełniać, umożliwiając nam wzrost produktywności. Kiedy rolnicy na początku XX wieku zasilili ludność miast, stali się wysoko produktywnymi pracownikami nowego przemysłu. Teraz w ostatnim trzydziestoleciu robotnicy wyszli z fabryk, ale choć znaleźli nową pracę poza przemysłem, są mniej produktywni.

Żyjemy w czasach nowej rewolucji przemysłowej ale bez wzrostu gospodarczego. Dlatego zarządzanie pracownikami zmieniło się. Motywacja: pracuj ciężko, to więcej zarobisz, została zastąpiona przez: pracuj ciężko, to może cię nie zwolnimy. Oczywiście w takiej sytuacji stres w pracy gwałtownie rośnie. To oznacza, że w nowym świecie satysfakcja z życia i pracy powinna wynikać już nie z faktu, że zarabia się więcej, lecz na przykład z większej autonomii pracowników (także mobilności), mniejszych obaw o stratę pracy, uczynienia pracy bardziej inspirującą. Model duński świadczy, że nawet dziś jest to możliwe.

Na razie jednak visualcapitalist pokazuje, gdzie i jakie obawy i strachy są największe. W Europie i Ameryce - nierówności (rekordowy wskaźnik jest w Hiszpanii - 47 procent badanych mieszkańców wymieniło je na pierwszym miejscu listy swoich obaw). W Afryce AIDS i inne choroby. W Ameryce Łacińskiej - broń nuklearna (ale z poszczególnych państw broń atomowa najwyższy niepokój budzi w Japonii), na Bliskim Wschodzie nienawiść na tle etnicznym i religijnym, w Azji problemy zanieczyszczenia środowiska.

Strajk w Jastrzębskiej Spółce Węglowej przerwany. Prezes Jarosław Zagórowski zgodził się odejść ze stanowiska, jeżeli doprecyzowane będzie porozumienie w sprawie 6-dniowego tygodnia pracy kopalni. Dla portalu wnp.pl mówi Janusz Steinhoff, były minister przemysłu: "Jestem pod wrażeniem odpowiedzialności prezesa Jastrzębskiej Spółki Węglowej Jarosława Zagórowskiego. To dotyczy jego postawy w czasie strajku, jak i teraz. Zachował się wyjątkowo odpowiedzialnie. Do końca walczył o kondycję spółki. Widząc realia na rynku węgla i znaczący spadek cen surowca, starał się podjąć adekwatne działania. Natomiast moja opinia o odpowiedzialności nie dotyczy związkowców. Oni podtrzymywali ten strajk w kopalniach JSW. Okazał się on być według postanowienia sądu nielegalny. Związki zawodowe zachowały się sposób nieodpowiedzialny".

Philipp Bagus, autor znanej książki "Tragedia euro" komentuje deflację: "Nie odnosimy korzyści z silnie spadających cen. To co obserwujemy, jeśli chodzi o ceny elektroniki czy benzyny, moglibyśmy w ostatnich latach obserwować także w przypadku niemal wszystkich dóbr i usług, ale nie obserwujemy, ponieważ banki centralne szaleńczo drukują nowe pieniądze". W odpowiedzi na pytanie, kto na tym korzysta, Bagus mówi: "Ci, którzy kreują pieniądze i ci, którzy mają do nich dostęp jako pierwsi - ludzie w systemie finansowym, banki. Korzyści odnoszą także państwa, które dzięki takiej polityce monetarnej mogą się zadłużać coraz bardziej i dystrybuować pożyczone pieniądze pracownikom państwowym i subsydiowanym przedsiębiorcom".

Spadek cen ropy nie jest wynikiem relacji podaży i popytu, lecz skutkiem zadłużenia firm naftowych - twierdzi Business Insider. Muszą one wydobywać coraz więcej ropy, mimo że ona tanieje, by obsługiwać swoje długi, które gwałtownie wzrosły w ostatnich latach.

Świat nie docenia jak hamujący jest wpływ chińskich problemów gospodarczych na światową gospodarkę - ostrzega były szef brytyjskiego nadzoru bankowego Adair Turner. Chiny rozwijały się w oparciu o eksport, potem wykorzystując jako mechanizm napędowy inwestycje i budownictwo. Jednak chiński nacisk na urbanizację i sposób jej finansowania - zadłużają się na inwestycje przede wszystkim władze lokalne, które budują miasta duchów - prowadzi do niezwykłego marnotrawstwa.

Teraz, gdy boom w nieruchomościach skończył się, te same władze zadłużają się na zakup ziemi, żeby podkręcić ceny nieruchomości, co oznacza, że spekulacyjne finansowanie ustąpiło już kompletnemu obiegowi według schematu Ponziego. W efekcie całkowity kredyt w Chinach nadal rośnie trzy razy szybciej niż nominalny PKB.

Chiny muszą zwiększyć konsumpcję - metodą byłaby budowa przez państwo siatki bezpieczeństwa socjalnego zmniejszającej skłonność do oszczędzania i finansowanej wyższymi dywidendami z firm państwowych, co dodatkowo utrudniałoby im często bezsensowne inwestycje. Jeśli tego nie zrobią - wyeksportują swoje problemy w świat.

Dla tych, którzy chcieliby uporządkować wiedzę na temat Internetu Rzeczy (Internet of Things) przydatne może być świadectwo Adama Thierera z Mercatus Centre (George Mason University) złożone w Kongresie przed senacką komisją handlu, nauki i transportu.

Na koniec nietypowa informacja o Walentynkach. Z Ukrainy - bo także w kraju ogarniętym wojną ludzie nadal próbują żyć normalnie. Kyiv Post zebrał walentynkowe propozycje - dla bardziej i mniej zamożnych. Po ostatnich dewaluacjach hrywny kurs wynosi 1 hrywna - 0,1414 złotego. A wśród propozycji niedroga bielizna Milavitsa za 300 hrywni, złota szpilka do krawata z fabryki Hemma w Kijowie i najtańszy pierścionek Zarina po 8-9 tys. hrywni. Z tańszych - pocztówki walentynkowe po 12 hrywni sztuka i specjalne serduszka z białej i ciemnej czekolady z fabryki w Lwowie po 43 hrywni. Romantyczna podróż balonem na ogrzane powietrze nad Kijowem kosztuje do 4 do 15 tysięcy hrywni, ale można też pójść na darmowy spacer z lampionem za 20 hrywni i wypuścić go w świat.

Piotr Aleksandrowicz
Obserwator finansowy

Czytaj także:

Za pół wieku możemy być naprawdę bogaci

loaderek.gifoverlay.png