2015.09.02

Zbierając na życie wieczne. Oszczędzanie w epoce średniowiecza

Oszczędzanie w średniowieczu nie było pozbawione rozterek. Domowy budżet musiał uwzględnić wydatki na żywność, odzież i… zbawienie.

Oszczędzanie w epoce średniowiecza

Dla ubogiego chłopa lub mieszczanina oszczędzanie w wiekach średnich stanowiło duży problem. Wydatki na jedzenie pochłaniały znaczną część dochodu, a ceny często gwałtownie się zmieniały. ¼ zarobku mogła wystarczyć na zakup chleba dla całej rodziny, ale zaledwie rok później na ten sam cel trzeba było już przeznaczyć… połowę dochodu! Aby zmniejszyć wydatki, w każdym domu samodzielnie szyto ubrania i buty oraz produkowano proste naczynia. Wszystko po to, by z jak najmniejszymi kosztami przetrwać ciężką zimę. Chłopi i robotnicy przeważnie pozostawali wtedy bezrobotni, nie mogli też liczyć na świeże owoce i warzywa ze swoich ogrodów. Posiadanie oszczędności stanowiło zatem warunek przetrwania i zabezpieczenie przed żebraczym losem.

Widmo nędzy można jeszcze było odwlec, pożyczając pieniądze od sąsiada lub zastawiając przedmioty codziennego użytku w pobliskim lombardzie. Napełniona kilkudziesięcioma denarami sakiewka umożliwiała przeżycie kolejnego miesiąca. Ewentualne oszczędności najchętniej składowano w kościołach lub klasztorach, wierząc, że święte miejsce zapewni im szczególne bezpieczeństwo.

W znacznie lepszej sytuacji znajdowali się kupcy i patrycjusze – bogaci mieszkańcy miast. To dla nich pracowały banki i kantory, oferujące korzystne usługi finansowe, takie jak kredyty i depozyty. Niechętnym wzrokiem spoglądali na ten proceder duchowni, bo Kościół Katolicki zabraniał bogacenia się z procentów. Powiadano nawet, że lichwiarzy stworzył sam diabeł, a po śmierci zasilą grono demonów. Żeby zachęcić klientów do składania pieniędzy, chytrzy bankierzy wykorzystywali więc tzw. depozyt nieprawidłowy. Przyjmowali rozmaite kwoty na przechowanie, ale nie oddawali ich w porę. Zgodnie z ustaloną wcześniej umową musieli wtedy ponieść karę i dodać do złożonych pieniędzy odsetki za zwłokę. Zyskiwali na tym wszyscy – bankierzy dostawali gotówkę, którą mogli inwestować. Klienci cieszyli się, że zaoszczędzone przez nich pieniądze same na siebie zarabiają. A wszystko to w zgodzie z naukami Kościoła.

Średniowieczne monetySkarbce średniowiecznych miast nie były nigdy wypełnione górami złotych monet. Budżet funkcjonował raczej z dnia na dzień, równoważąc dochody i wydatki. Nadwyżki oszczędzano na przyszły rok, a w wypadku niedoboru władze mogły zaciągnąć pożyczkę od mieszczan. Gorzej, że od tak wysoko postawionego klienta bardzo ciężko było wyegzekwować zwrot długu. Pozbawione pieniędzy banki upadały, pogrążając też wszystkich swoich klientów. Nieraz rozwścieczony lud wychodził z tego powodu na ulicę.

Z kolei rycerze godziwy byt mieli zapewniony dzięki dochodom z posiadłości ziemskich. Zawsze mogli też dorobić na wyprawie wojennej, gromadząc wartościowe łupy. Niechętnie jednak powierzali pieniądze miejskim bankierom – znacznie większe zaufanie mieli do zakonów rycerskich. Szczgólnie do templariuszy, którzy  zasłynęli jako najlepsi finansiści epoki średniowiecza. Z ich usług korzystali nie tylko inni rycerze, ale też królowie. Nic dziwnego. Oferowane przez braci zakonnych usługi – solidne depozyty, korzystne pożyczki i umiejętność bezpiecznego przewozu ogromnych sum pieniędzy – stały na najwyższym poziomie.

Templariusze mieli swoje siedziby zarówno na zachodzie Europy, jak i na Bliskim Wschodzie. Rycerze wędrujący do Ziemi Świętej mieli tam możliwość wypłacania swoich oszczędności, za okazaniem specjalnego dokumentu. Jak widać forma czeków podróżnych nie jest wynalazkiem nowym.

W XIII wieku paryski dom templariuszy stał się prawdziwym centrum finansów. Nawet władcy Francji chętnie korzystali z zakonnego skarbca, składując w nim dochody ze swych dóbr.

Denar Karola WielkiegoMimo wszystko średniowieczna gospodarka nie sprzyjała gromadzeniu dużych pieniędzy. Bardziej opłacało się zainwestować w ziemię lub kosztowności. Znaczne kwoty przeznaczano też na… zbawienie duszy. W tej przepełnionej religijnym uniesieniem epoce nieustannie podkreślano wyższość życia pozagrobowego nad doczesnym. Piękne, gotyckie katedry, będące dziś symbolem średniowiecza, stanowiły nie tylko wielkie obciążenie dla budżetu, lecz także gwarancję zbawienia dla ich fundatorów. Nawet prości ludzie mogli kupić sobie odpusty, czyli darowanie grzechów. Ich cena, wedle jednego ze spisów, zaczynała się od połowy złotego guldena, czyli tyle, ile kosztowała krowa lub kilka świń. Wydane w ten sposób pieniądze traktowano jednak jako inwestycję w życie wieczne. To zaś warte było poświeceń.

Antoni Olbrychski 
histmag.org

Czytaj także:

Od niewolnika do arystokraty, czyli oszczędzanie w świecie starożytnym

loaderek.gifoverlay.png