2017.12.12

Wojtek – miś, który został żołnierzem

Niedźwiadek Wojtek może pochwalić się realnymi dokonaniami: odwagą, niedźwiedzią siłą i męstwem oraz doświadczeniem z frontu. Podrywał dziewczyny i zjadał papierosy. Dziś jest legendą i wielką gwiazdą. Doczekał się książek na swój temat, filmów dokumentalnych, piosenek a także komiksu, który przygotowali Anna Niedziela-Strobel i Krzysztof Kokoryn.

 

Historia Wojtka zaczyna się w kwietniu 1942 roku, gdy żołnierze Armii Andersa maszerując z z Pahlevi w Iranie do Palestyny spotkali irańskiego chłopca, który w rękach niósł worek. Józef Rutkowski, kierowca jednej z wojskowych ciężarówek, postanowił podjechać do malca. Dziecko przymierało z głodu. Żołnierze wręczyli mu wojskowe konserwy. Chłopiec zabrał podarunki i uciekł. Zostawił worek, w którym znajdował się mały niedźwiedź brunatny.

„Wykarmili go jak szczenię, traktowali jak kamrata”

Zapadła decyzja o tym, że miś zostaje w wojsku. Nakarmiono go mlekiem. Za poidełko posłużyła butelka po wódce z ukręconym z materiału smoczkiem. Podobno z tego powodu Wojtkowi na zawsze pozostało upodobanie do napojów z takiej butelki. Lubił piwo i papierosy, które niekiedy zdarzało mu się … zjadać.

Niedźwiedź ruszył w dalszą drogę przez Iran, Irak, Palestynę i Egipt. Puchaty kompan skutecznie poprawiał humor wszystkim. Przyjaźnił się ze wszystkimi żołnierzami. Doczekał się również kompana – niedźwiedzia Michała, którego żołnierze kupili w drodze. Niestety, był on zbyt agresywny i oddano go do ZOO w Tel Awiwie. W ramach wymiany z dyrektorem ogrodu, do 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2 Korpusie Polskim, gdzie służył Wojtek, trafiła małpka Kasia. W trakcie jednej akcji z małpka uciekła i Wojtek stracił zwierzęcego kompana. Wówczas ratunek znów nadszedł ze strony Józefa Rutkowskiego. Przyniósł on do obozu psa, który został nowym podopiecznym niedźwiedzia brunatnego. 

W Palestynie Wojtek po raz pierwszy stanął przed wyzwaniem godnym żołnierza. Wraz z kompanami odwiedził szpital dziecięcy. Stał się chwilowym pocieszycielem dla wymęczonych syberyjskimi chłodami i głodem dzieci. Głaskały go i przytulały. Tych, którzy nie mogli do niego podejść, odwiedzał przy łóżkach. Lekarze zauważali, że Wojtek odegrał ogromną rolę terapeutyczną.

"Metrykalnie może Arab, ale serce to miał polskie!”

W grudniu 1943 roku żołnierze Armii Andersa mieli rozpocząć zaokrętowanie i podróż do Włoch, by tam wspierać wojska alianckie w walce z Niemcami. Brytyjscy dowódcy doskonale wiedzieli o tym, że Polacy mają w swoich szeregach niedźwiedzia. Liczyli, że zostawią go w ogrodzie zoologicznym i wyruszą do walki. Tak się jednak nie stało. Major Antoni Chełkowski, dowódca kompanii, wymyślił podstęp – zgłosił do komisji poborowej nowego rekruta. Lata niedźwiedzie przeliczono na ludzkie, w związku z czym Wojtek stał się dwudziestolatkiem. Nadano mu personalia (Wojciech Miś), stopień szeregowego i wydano osprzęt oraz mundur. W ten sposób został zaokrętowany jako żołnierz Wojska Polskiego z oryginalnymi dokumentami. Tak jak i żołnierze Armii Andersa, trafił do prawdziwego piekła. Szlak bojowy zawiódł go bowiem pod Monte Casino. 

„Żeby nie popaść w szaleństwo, misia trzeba ci i śmiechu”

Peter Caddick-Adams w swojej książce „Monte Cassino. Piekło dziesięciu armii” napisał, że „(…) większość Polaków do 1944 roku zniosła więcej cierpień, niż przeciętni żołnierze oglądali w całej swojej wojskowej karierze”. To doświadczenie na froncie walk zdecydowało o tym, że naszym rodakom w udziale przypadł obowiązek zdobycia „piekielnego wzgórza”. Wraz z 22 kompanią trafił tam Wojtek. Wszystkie armie frontu włoskiego próbowały wówczas zdobyć Monte Cassino. Nie udało się tego dokonać Brytyjczykom, Hindusom, Amerykanom i Nowozelandczykom. Dopiero Polacy – tak zaciekli w dążeniu do zwycięstwa – zdobyli twierdzę.

Nosił amunicję i dobrze na warcie siedział”

To tam, po raz pierwszy podczas swojej służby, Wojtek słyszał huk armat, doświadczył krwi, potu i łez. Kiedy polska artyleria wspierała natarcie nosił amunicję. zdejmował pakunki z ciężarówki. W pojedynkę radził sobie ze skrzynkami, które niosło dwóch żołnierzy. Otworzył jedną ze skrzyń i zaniósł pocisk artyleryjski na stanowisko armatnie. W taki sposób podobno pomagał przez całą kanonadę.

Przez pół roku działań wojennych Wojtek wspierał swoich kompanów we frontowych znojach. Był pocieszeniem i wsparciem. Nie ma ani krzty przesady w słowach piosenki autorstwa Marty Kosakowskiej „Zapytajcie u Andersa, każdy jeden wam to powie. Widząc ludzkie okrucieństwa, miś zachował się jak człowiek”. Bo taki był Wojtek, tak bardzo ludzki w tych nieludzkich czasach.

W uznaniu zasług, Wojciech Miś, został mianowany kapralem. Za godło 22 Kompanii przyjęto niedźwiedzia niosącego pocisk artyleryjski. W 1945 roku kapral miś, zakończył swój szlak bojowy w Bolonii we Włoszech.

„Nigdy więcej wojny”

Żołnierze Armii Andersa wierzyli, że po zakończonej wojnie uda im się zabrać Wojtka do ojczyzny. Nie było im to dane. Bohaterowie walczący na froncie włoskim byli niepożądani w nowej rzeczywistości. Misia wraz z Korpusem Polskim przetransportowano do Szkocji. Tam powoli rozwiązywano szeregi armii, która nie miała już z kim walczyć. Nadszedł smutny czas pożegnania.

Miś nie miał domu. Prawo nie pozwalało na trzymanie niedźwiedzia brunatnego w mieszkaniu. Żyjący w trudnych warunkach polscy żołnierze, nie mogli sobie zresztą na to pozwolić. Wojtek trafił do ZOO w Edynburgu. W grudniu 1963 roku Wojtek zmarł. Doczekał się wielu pomników i tablic pamiątkowych. Stał się również ważnym elementem popkultury.

Bartłomiej Pobocha

Miś Wojtek w PKO Banku Polskim

By złożyć hołd bohaterskiej postawie odważnego niedźwiedzia, PKO Bank Polski stworzył maskotkę Misia Wojtka, której pierwowzorem był Niedźwiedź Wojtek z 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2 Korpusie Polskim dowodzonym przez gen. Władysława Andersa. – Chcemy, żeby rodzice rozmawiali z dziećmi na tematy, które powinny być nam bliskie. Dzięki maskotce Misia Wojtka przybliżamy najmłodszym historię Polski – mówi Małgorzata Głębicka, prezes Fundacji PKO Banku Polskiego. 

Pliki do pobrania