2015.09.22

Chcę zarażać sportem. Wywiad z Piotrem Gruszką

Rozmowa z Piotrem Gruszką – siatkarzem i trenerem siatkarskim, mistrzem Europy 2009, srebrnym medalistą mistrzostw świata 2006, który w ubiegłą sobotę wziął udział w PKO Biegu Charytatywnym.

Piotr Gruszka19 września na 12. stadionach w całej Polsce rozegrano PKO Bieg Charytatywny. Pan pobiegł w Mikołowie. Dlaczego zaangażował się Pan w to wydarzenie?

Ponieważ chcę zarażać innych sportem. Moim celem jest, aby jak najwięcej osób, zwłaszcza dzieci i młodzieży zaczęło uprawiać jakąkolwiek aktywność ruchową, chociażby tą najprostszą jaką jest bieganie. Dlatego podjąłem inicjatywę PKO Banku Polskiego i wsparłem to wydarzenie.

Siatkówka to w Pana rodzinie tradycja, ale zaczynał Pan od lekkiej atletyki. Co zadecydowało o tym, że został Pan siatkarzem?

Gdy byłem młodym chłopakiem uprawiałem wiele dyscyplin: kula, oszczep, skok w dal. Brat grał w siatkówkę, a że spędzaliśmy razem dużo czasu, mnie również udzieliła się ta pasja. Później już tylko utwierdziłem się w przekonaniu, że sport drużynowy i siatkówka to moja domena.

Z polską kadrą zdobył Pan wicemistrzostwo świata (2006), mistrzostwo Europy (2009), brązowy medal ME i Ligi Światowej (2011). Którą wygraną uważa Pan za największy sukces?

Każda wygrana była dla nas zawsze dużym powodem do radości. Ale złoto na mistrzostwach Europy w 2009 r. było o tyle wartościowe, że nikt wtedy na nas nie stawiał.

A który sezon był najtrudniejszy?

Każdy. W ciągu roku tak naprawdę mieliśmy tylko dwa tygodnie wolnego. Ale najdłużej trwały przygotowania do mistrzostw świata w 2006 r. – prawie pół roku. Ten wysiłek na szczęście się opłacił.
Rozgrywek bardzo dużo, ale gdy jest się w to zaangażowanym i ma się w sobie pasję, to wpada się w odpowiedni rytm. Mogę nawet powiedzieć, że brakuje mi teraz czasem tego. A występy wszystkie były tak samo ważne. Po się trenuje całymi dniami, żeby osiągać wyniki i nie ma tak, że jakiś mecz jest mniej ważny.

Czy w czasie Pana kariery było coś, co Pana rozczarowało, porażka, pech?

Finał Ligi Światowej w Belgradzie w 2005 r., gdzie pomimo świetnej gry drużyny, nie udało się zdobyć medalu.

Zdobył Pan też wiele nagród indywidualnych. Na wygranych przez polską reprezentację mistrzostwach Europy w 2009 r. został Panu przyznany tytuł Najbardziej Wartościowego Gracza.

Rzeczywiście, otrzymałem sporo takich wyróżnień, ale tak naprawdę dla mnie liczyły się tylko sukcesy drużyny. Nagrody zdobyte indywidualnie traktowałem jak desery.

Jest Pan rekordzistą pod względem liczby występów w narodowej kadrze. Uzbierało się ich aż 450. Jednak nie zawsze występował Pan na jednej pozycji. Czy którąś lubił Pan najbardziej?

Oczywiście wszystko zależało to od tego, z jakim zespołem grałem – zawsze przecież chodziło o najwyższą skuteczność. Najlepiej jednak odnajdywałem się w ataku.

Był Pan też kapitanem drużyny narodowej. Czy w związku z tym czuł Pan dodatkową odpowiedzialność, presję?

Oczywiście nie jest to łatwa funkcja, bo dochodzi odpowiedzialność nie tylko za grę, ale również za relacje w zespole, z trenerem, za budowanie kolektywu. To oczywiście był też dla mnie powód do dumy, chociaż w praktyce moja funkcja na boisku ze względu na posiadane przeze mnie doświadczenie, tak naprawdę się nie zmieniała.

Czy jakieś zdarzenie wywarło znaczący wpływ na przebieg Pana kariery?

Niestety tak. Było to kontuzja barku w 2010 r., na tyle poważna, że wytrąciła mnie na pół roku ze sportu, a następnie na tyle obniżyła moją sprawność, że w konsekwencji skróciła moje występy. Na szczęście zdołałem jeszcze pomóc drużynie na mistrzostwach Europy i w rozgrywkach Ligi Światowej w 2011 r.

Czym zajmuje się Pan obecnie?

Głównie aktywacją ruchową rodzin. Stawiam na aktywność rodziców. Myślę, że aby dotrzeć do młodego człowieka, wpoić mu nawyk aktywności sportowej, trzeba najpierw trafić do rodziców. To oni decydują o sposobach spędzania czasu wolnego. Poza tym nie ma dla dziecka lepszego wzorca niż rodzic. Dlatego program, który prowadzę wspólnie z Adą Palką, „Friendstraining Camp”, opiera się na połączeniu zajęć sportowych dla dorosłych i dzieci.

Mając tak duże doświadczenie, nie myślał Pan o zostaniu trenerem?

Przez rok byłem trenerem drużyny BBTS Bielsko-Biała i nie odrzucam myśli o byciu szkoleniowcem na przyszłość. Nawet mam w planach doszkalać się pod tym kątem.

Obecna kadra naszych siatkarzy jak burze idzie przez kolejne mecze rozgrywanego w Japonii Pucharu Świata.

Oczywiście, śledzę rozgrywki i uważam, że polska drużyna ma dużą szansę na zwycięstwo. Myślę jednak, że najważniejsza jest sama kwalifikacja do igrzysk olimpijskich.

Jakie ma Pan podejście do finansów? Ma Pan opracowany swój plan finansowy na życie?

Szanuję pieniądze, bo wiem, jak trudno je zarobić. Staram się więc nimi nie szastać, ponieważ mam rodzinę i myślę o zabezpieczeniu jej przyszłości. To żona głównie koncentruje się na naszych domowych finansach, dbając nie tylko o kwestie bieżące, ale również o inwestycje.

Rozmawiała Luiza Dziółko
Redakcja CPP

Czytaj także:

Lubię aktywność. Wywiad z Sebastianem Chmarą

Wystarczą buty do biegania. Wywiad z Markiem Plawgo

Sport jest na pierwszym miejscu. Rozmowa z Arturem Partyką

Mądry trening to podstawa sukcesu. Wywiad z Markiem Kolbowiczem

Wyzwania mnie lubią. Wywiad z Dorotą Gardias

Pliki do pobrania