2015.10.02

Sport poprawia jakość życia. Wywiad z Maciejem Kurzajewskim

Rozmowa z Maciejem Kurzajewskim – dziennikarzem i prezenterem sportowym, maratończykiem i popularyzatorem biegania, który w ramach projektu Korona Maratonów PKO Banku Polskiego pokonał w ciągu jednego roku siedem maratonów na siedmiu kontynentach. 19 września poprowadził w Poznaniu bieg sztafetowy w ramach akcji PKO Bieg Charytatywny. Akcja odbyła się na 12 stadionach w różnych miastach Polski. Maciej Kurzajewski był jednym z jej ambasadorów.

Maciej KurzajewskiZaangażował się Pan w inicjatywę biegową PKO Banku Polskiego i poprowadził imprezę na stadionie lekkoatletycznym w Poznaniu. Jak ten dzień wyglądał z pańskiej perspektywy?

Ten dzień był dla mnie wyjątkowy. Mogłem zobaczyć, jak ożył stadion lekkoatletyczny w wymiarze amatorskim. Mając całe wydarzenie w zasięgu wzroku, pomyślałem, że to samo dzieje się na 11. innych stadionach Polski i ten widok mnie uszczęśliwił. Jako popularyzator biegania do tego dążę: aby widzieć całe rodziny w takich miejscach, uprawiające razem aktywność. Również dzieci mogły spróbować lekkiej atletyki w specjalnie dla nich przygotowanych minimiasteczkach. Nie byłoby ich tu jednak gdyby nie pasja rodziców. Pasja nie tylko biegania, ale i wspierania osób potrzebujących. Frekwencja była stuprocentowa, listy zapisów zapełniły się błyskawicznie. Widok był imponujący.

Bieg był organizowany pod hasłem "Pomagamy z każdym krokiem". Co sądzi Pan o łączeniu wydarzeń sportowych z celem charytatywnym?

To droga coraz bardziej popularna na świecie, którą trzeba podążać. W USA finansuje się w ten sposób wiele szczytnych celów. Dobrym przykładem jest maraton nowojorski przyciągający co roku tysiące uczestników. Łączenie celów, pomaganie innym i oddawanie się pasji to wspaniała idea i jestem pewien, że apel został pozytywnie odebrany. Ta inicjatywa szybko rozprzestrzeni się w naszym kraju, ponieważ my Polacy lubimy pomagać.

Każdy z uczestników mógłby biec w tym dniu zupełnie gdzieś indziej. To, że biegniemy razem właśnie tu i robimy to wyłącznie, aby sfinansować posiłki dla najbiedniejszych dzieci, podniosło wartość tej imprezy.

Uczestniczy Pan również w programie PKO Banku Polskiego „Biegajmy razem”, popularyzującym bieganie i zdrowy styl życia. Co w Pana ocenie zyskują uczestnicy tej inicjatywy?

Ten cieszący się dużą popularnością program to szeroko zakrojona akcja skierowana do każdego, zarówno do zaprawionych już biegaczy, jak i tych początkujących. Osobiście znam wiele osób, które już tak mocno i od dawna angażują się w tę inicjatywę, że układając w terminarzu plany dostosowują je do programu. Obserwuję, jak w trakcie trwania akcji nawiązują się serdeczne znajomości, rodzą się przyjaźnie. Najtrudniejsze jest przełamanie bariery, która dla osób nigdy wcześniej niebiegających może być czasem duża. Ale gdy to się już uda i gdy zaczynamy już biegać, coś się w nas zmienia, zaczynamy myśleć w inny sposób i nikt już nie musi nas zachęcać do regularności, bo instynktownie o to dbamy, sam organizm domaga się regularnej dawki ruchu, będącej tak naprawdę dawką zdrowia. Bieganie staje dla nas pozytywnym uzależnieniem. Wspaniale, jeśli uda się zaangażować rodzinę, na początku choćby do samego kibicowania. Bo bieganie, sport tak naprawdę poprawia jakość naszego życia.

Jest Pan maratończykiem i popularyzatorem biegania. Nigdy nie myślał Pan, żeby profesjonalnie zająć się sportem?

Może odrobinę tego żałuję, ale tak naprawdę dobrze się czuję w tym wymiarze sportowca-amatora. W młodości byłem bardzo aktywny, próbowałem różnych dyscyplin sportowych, ale jednocześnie tata zaszczepił we mnie zamiłowanie do dziennikarstwa. Wynikło z tego dziennikarstwo sportowe, które jest moim wielkim spełnionym marzeniem. Nie ma lepszego połączenia, gdy zarabiamy na życie poprzez uprawianie pasji. Odkąd skończyłem 30. lat biegam regularnie i czerpię z tego nie tylko przyjemność i świetne samopoczucie, ale także pozytywne nastawienie do życia. Ta poranna godzina, którą przeznaczam na bieganie, powoduje, że na całą resztę dnia jestem człowiekiem gotowym do działania, do podejmowania wyzwań. Ogromną satysfakcję czerpię z ukończenia każdego maratonu. Gdy w 2013 r., praktycznie w ciągu ośmiu miesięcy, przebiegłem siedem maratonów na siedmiu kontynentach, wydawało mi się, że następny rok przeznaczę na wypoczynek. Ale tak się nie stało, nie byłem w stanie spocząć na laurach, znów biegałem.

Jak długo trwały i jak wyglądały Pana przygotowania do tego, naprawdę imponującego, wyczynu?

Gdy zdecydowałem się podjąć to wyzwanie, zadzwoniłem do doświadczonego maratończyka, Jerzego Skarżyńskiego, i poprosiłem go o przygotowanie dla mnie planu treningowego. Trener początkowo złapał się za głowę, ale gdy zobaczył moją determinację, spełnił prośbę. Przygotowania trwały pół roku i dzięki temu przetrwałem wszystkie maratony w świetnym zdrowiu. Ogromne wsparcie zyskałem ze strony innych maratończyków związanych z programem biegowym PKO Banku Polskiego, którzy towarzyszyli mi na każdym etapie projektu Korony Maratonów.

Z pewnością jest Pan zawsze dobrze przygotowany do warunków panujących na trasach maratonów. Czy kiedyś jednak zdarzyło się coś, czego się Pan nie spodziewał, co Pana zupełnie zaskoczyło?

Warunki pogodowe, one zawsze mogą zaskoczyć. Zwłaszcza boleśnie odczułem to, gdy zaczynałem Koronę Maratonów i przyjechaliśmy do Tel Awiwu. Na miejscu okazało się, że z powodu fali gorącego powietrza, która napłynęła wtedy do Izraela, minister zdrowia postanowił zakazać biegu na dystansie maratońskim. Co prawda wybrnęliśmy z tego, rozkładając zawody na dwie części: wczesnym rankiem przebiegliśmy nasz prywatny półmaraton, a następnie wystartowaliśmy w oficjalnej imprezie, skróconej również do półmaratonu. Jednak nie mogłem tego biegu zapisać w kalendarzu Korony. Aby „zaliczyć” Azję, musiałem w sierpniu pojechać aż do Japonii.

Miał Pan okazję biegać w niesamowitych miejscach na całym świecie. Który z maratonów zapadł Panu najbardziej w pamięć?

Ten afrykański, który przebiegłem w ramach Korony. Odbywał się w RPA, na terenie rezerwatu przyrody Entabeni. Bieg ma nazwę „Wielka Piątka”, ponieważ na jego trasie spotkać można słonia, bawoła, nosorożca, lwa i lamparta. Trasa bardzo trudna, dużo podbiegów, różnica temperatur. Niezwykłe jednak było to, że biegliśmy w towarzystwie zwierząt. Miałem okazję ścigać się z antylopami. Niepowtarzalny był maraton na Antarktydzie, 100 km od bieguna, 600 km od oceanu, na lodowo-śnieżnej pustyni. Tak bardzo zauroczyło mnie to magiczne miejsce, że po oficjalnym biegu, dwa dni później, pokonałem jeszcze dodatkowo 50-kilometrowy dystans.

Powiedział Pan kiedyś, że bieganie jest częścią Pana życia. Czy wciąż tak jest?

Tak, nawet staje się coraz większa jego częścią. Uprawiam inne aktywności, jak rower czy pływanie, ale traktuję je jako uzupełnienie. Oczywiście niezmienna pozostaje ta część życia zarezerwowana wyłącznie dla najbliższych. Te sfery przenikają się jednak wzajemnie, ponieważ moja rodzina także spędza aktywnie wolny czas.

Jakie są Pana następne plany związane z bieganiem?

W listopadzie po raz piąty biorę udział w nowojorskim maratonie. W tym roku będzie wyjątkowo, ponieważ dołącza do mnie osiemnastoletni syn, więc tym bardziej czas ten będzie dla nas obu niezwykły. Ten maraton to prawdziwa mekka dla biegaczy. Uczestniczy w nim zawsze ponad 50 tys. biegaczy, a na trasie towarzyszy im ok. 2 mln kibiców.

Laury sportowe nie są jedynymi w Pana dorobku. Trzykrotnie (w 2009, 2010 i 2011) otrzymał Pan Telekamerę w kategorii „Najlepszy dziennikarz sportowy”. Czym są dla Pana tego typu wyróżnienia?

Te nagrody, które zaowocowały następnie Złotą Telekamerą, są najbardziej wartościowe, dlatego, że przyznaje je publiczność. Dały mi ogromną satysfakcję oraz impuls, żeby dążyć do ciągłego wzbogacania warsztatu, pogłębiania doświadczeń i podejmowania nowych wyzwań. Chcę, żeby dzięki mojej pracy ludzie lepiej rozumieli sport i głębiej przeżywali związane z nim emocje.

Na koniec, proszę jeszcze przybliżyć czytelnikom Bankomanii Pana podejście do finansów?

Jestem takim domowym księgowym i znakomicie sprawdzam się w tej roli. Dobrze się czuję, dbając o finanse rodziny. Czasem korzystam z usług doradców finansowych, opieram się też na analizach. Podobnie jak w sporcie, lubię czerpać doświadczenie z fachowej literatury, w finansach polegam na rzetelnej informacji.

Rozmawiała Luiza Dziółko
Redakcja CPP

Czytaj także:

PKO Bieg Charytatywny – wybiegaliśmy razem posiłki dla dzieci

Lubię aktywność. Wywiad z Sebastianem Chmarą

Wystarczą buty do biegania. Wywiad z Markiem Plawgo

Sport jest na pierwszym miejscu. Rozmowa z Arturem Partyką

Mądry trening to podstawa sukcesu. Wywiad z Markiem Kolbowiczem

Wyzwania mnie lubią. Wywiad z Dorotą Gardias

Chcę zarażać sportem. Wywiad z Piotrem Gruszką