2013.12.12

5 najczęstszych błędów popełnianych przy niemal każdej inwestycji

Inwestowanie rzadko kiedy kończy się sukcesem w postaci satysfakcjonującego zysku. Wystarczy przytoczyć statystyki, które pokazują skalę nietrafionych decyzji inwestycyjnych.

Inwestowanie rzadko kiedy kończy się sukcesem w postaci satysfakcjonującego zysku. Wystarczy przytoczyć statystyki, które pokazują skalę nietrafionych decyzji inwestycyjnych.

  • w biznesie tylko 33% firm funkcjonuje na rynku dłużej niż 5 lat1
  • w przypadku inwestycji ze strony aniołów biznesu lub venture capitals, tylko jedna na kilkadziesiąt inwestycji przynosi ponadprzeciętny zysk
  • jeszcze gorzej sytuacja wygląda na Forexie, gdzie według ekspertów tylko 3-5% graczy może pochwalić się zyskami, reszta, czyli aż 95-97 %, notuje straty2

Mimo to początkujący przedsiębiorcy, gracze giełdowi i inwestorzy zdają się nie przywiązywać zbyt dużej wagi do statystyki i prawdopodobieństwa, licząc na łut szczęścia, zawierzając swojej rzekomo nieomylnej intuicji oraz będąc przekonanym o swoich ponadprzeciętnych umiejętnościach. Tym sposobem, prędzej czy później większość z nich straci lwią część swego kapitału, niektórzy nawet wszystkie zainwestowane pieniądze. Proponuję więc na moment zastanowić się nad przyczynami inwestycyjnych rozczarowań. Jest ich mnóstwo, dlatego wybrałem pięć błędów, które inwestorzy popełniają stosunkowo najczęściej.

1. Lekceważenie lub niedocenianie roli ryzyka

W środowisku profesjonalnych inwestorów można spotkać się z opinią, że inwestowanie to przede wszystkim minimalizacja ryzyka. Dodam tylko, że zasada ta ma rację bytu nie tylko na giełdzie, ale także w biznesie czy w branży nieruchomości. Pomijanie czynnika ryzyka to domena amatorów, pół-profesjonalistów lub hazardzistów. Niestety, do tej mało nobliwej grupy trzeba zaliczyć zdecydowaną większość inwestorów. W biznesie ryzyko jest nieuniknione ze względu na ilość czynników, jakie mogą wpłynąć na rentowność danego przedsięwzięcia. Na giełdzie rządzą głównie emocje, i jeśli ktokolwiek ma inne zdanie na ten temat, ma albo znikome pojęcie o handlu akcjami, albo swoje porażki lub sukcesy tłumaczy racjonalnymi przesłankami.

Zdarzają się nawet inwestorzy, którzy twierdzą, że określona inwestycja jest całkowicie wolna od ryzyka. Na tego typu hasła powinniśmy być szczególnie wyczuleni. Bezpieczne inwestycje z definicji po prostu nie istnieją.

2. Postrzeganie konkretnej inwestycji jako jedynej, niepowtarzalnej okazji

Z tym błędem spotkamy się najczęściej na giełdzie, rzadziej w biznesie. Na bazie medialnych doniesień, udziału w przypadkowej dyskusji albo własnej analizy, inwestorzy skupiają się na wybranych spółkach, lokując w nich proporcjonalnie zbyt dużo kapitału w stosunku do ich rzeczywistego potencjału.

3. Podążanie za rynkiem

Z kolei jeśli coraz więcej graczy giełdowych zaczyna traktować akcje konkretnej spółki jako okazję, zaczyna się bezwiedne kopiowanie zachowań innych uczestników rynku. Cena akcji rośnie, kupujących przybywa. Bańka pęknie, gdy, jak to ktoś trafnie ujął, twój znajomy hydraulik zaczyna rozmawiać z tobą z akcjach tej właśnie spółki. Amatorzy kupują na górce, by zawodowcy mogli realizować zyski.

4. Inwestowanie całego dostępnego kapitału

Książkowa definicja racjonalnej inwestycji mówi o angażowaniu maksymalnie 10% posiadanego kapitału we wszystkie inwestycje łącznie. Jednak mało kto stosuje się do tej zasady. Pokusa, by zainwestować więcej, licząc na proporcjonalnie większe zyski, jest przeogromna. A jeśli zaczyna nam się wydawać, że trafiliśmy na niepowtarzalną okazję, z zerowym ryzykiem, a inni też w to inwestują, rzucamy na szalę często wszystko, co posiadamy. A gdy i tego jest mało, posiłkujemy się kredytem na zakup akcji. Obyś nigdy nie postradał rozumu i nie trzymał wszystkich pieniędzy w inwestycjach. Wszyscy wiemy, jak to się może skończyć. Choć olśnienie przychodzi najczęściej dopiero po fakcie.

5. Złudzenie zrozumienia

W równym stopniu zarówno gracze giełdowi, jak i przedsiębiorcy, uważają, że można przewidzieć przyszłe wydarzenia na bazie danych historycznych. Na giełdzie taka strategia nazywa się analizą techniczną, w biznesie to benchmarking i naśladowanie ludzi sukcesu. Oba założenia oparte są na zasadzie przyczynowo-skutkowej, wedle której jedno wydarzenie wynika z poprzedniego, a jeśli tylko uda nam się prześledzić dane z poprzednich lat w branży, która nas interesuje, odkryjemy prostą receptę na sukces, czyli udaną inwestycję. Założenie niestety jest błędne, gdyż zarówno na rynki finansowe, jak i na rentowność biznesu, wpływ ma ogromna ilość nieprzewidywalnych czynników, takich jak katastrofy naturalne, interwencje rządów, upadłości dużych firm czy zmiany przepisów.

Wojciech Głąbiński

  • Wojciech Głąbiński

    Niezależny autor specjalizujący się w edukacji finansowej. Ponadto pisze o najnowszych odkryciach naukowych z takich dziedzin jak ekonomia behawioralna, neuroekonomia czy psychologia pieniądza. Autor poradnika finansowego "Ekonomia Przetrwania" (Złote Myśli, 2010), obecnie prowadzi dwa blogi: www.edukacjafinansowadlarodzicow.pl oraz www.ekonomiaprzetrwania.pl.

Anioł biznesu (ang. "business angel" w Europie, "angel investor" w USA) jest zamożną osobą, która przeznacza kapitał na finansowanie przedsięwzięć będących we wczesnych fazach rozwoju, w zamian za mniejszościowy pakiet udziałów w firmie. Anioły zawsze inwestują swoje własne fundusze, w przeciwieństwie do venture capitals, które zarządzają pewną pulą środków innych kapitałodawców zgromadzonych w profesjonalnym funduszu.

Źródła:

1. http://forsal.pl/artykuly/737940,pierwszy-rok-dzialania-krytyczny-dla-nowych-przedsiebiorstw.html

2. http://natemat.pl/39945,forex-kusi-wizjami-kokosow-ale-gra-na-nim-jest-niebezpieczna-to-hazard-nie-ma-nic-wspolnego-z-inwestowaniem

loaderek.gifoverlay.png