44. FPFF w Gdyni. Platynowe Lwy dla Krzysztofa Zanussiego

Krzysztof Zanussi, reżyser takich filmów jak „Barwy ochronne”, „Cwał”, „Persona non grata” oraz zrealizowany w ubiegłym roku „Eter” laureatem Platynowych Lwów 44. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Największe filmowe wydarzenie, którego partnerem od lat jest PKO Bank Polski, rozpocznie się w poniedziałek 16 września i potrwa do soboty (21 września).
Fot. Darek Golik/Forum
około min czytania

Zanussi odbierze wyróżnienie za całokształt twórczości. W poprzednich latach nagrodę otrzymali m.in.: Jerzy Skolimowski, Janusz Majewski, Jerzy Gruza, Jerzy Antczak i Sylwester Chęciński. Reżyser opowiada nam o swoim kinie i inspiracjach.

Do Platynowych Lwów, wyróżnienia, które odbierze Pan w tym roku w Gdyni podchodzi Pan z dużą rezerwą…

Cieszę się z wyróżnienia dla filmów, a nie dla mojej daty urodzenia. Pamiętam mojego kolegę, powszechnie znanego w Europie, Manoela de Oliveirę, który tworzył mając ponad 100 lat i również otrzymywał podobne nagrody. Zawsze się skarżył: „otrzymuje nagrody za kalendarz, przyjrzyjcie się moim filmom”. Jeżeli w Gdyni nie przyjęto kiedyś mojego „Obcego ciała”, a to jest jeden z moich najważniejszych filmów, czy zignorowano rok temu „Eter” to oczywiście, nagroda za całość twórczości brzmi nieco ironicznie, ale przyjmuję ją z radością, jak każdą nagrodę. A o tamte filmy się upominam, bo to one były naprawdę ważne.

Reżyser Krzysztof Zanussi podczas kręcenia zdjęć do filmu fabularnego „Eter”.jpg
Reżyser Krzysztof Zanussi podczas kręcenia zdjęć do filmu fabularnego „Eter”.

Dla wielu osób jest Pan twarzą polskiego kina. Co to dla Pana oznacza?

Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, ale jak trzeba – mogę dać twarz. Ona w końcu po to jest. Ludzie kojarzą mnie z polskim kinem, a zważywszy na to, że jako populacja reżyserów filmowych, statystycznie jest nas niewielu – w porównaniu na przykład do populacji lekarzy czy inżynierów to nas jest kilkuset – mamy na sobie dużą odpowiedzialność. Każdy z nas w jakimś stopniu reprezentuje wszystkich. Są oczywiście sytuacje, w których to mnie przypada zaszczyt reprezentować polskich reżyserów. 

Jak wygląda droga do takiego sukcesu i popularności?

Żaden sukces nie jest dosyć wielki, bo każdy by chciał większy i ja też. W moim przypadku po prostu tak się zbiegło, że pomimo tylu lat pracy nadal mam coś do powiedzenia, skoro udaje mi się to powiedzieć. Znajomi czasami pytają mnie, dlaczego tak dużo pracuję. Odpowiadam wtedy wykrętnie: „bo nie mam nic innego do roboty”.

A tak naprawdę?

Odczuwam wdzięczność, że tak mi się życie ułożyło, że mogę pracować dużo, ponieważ chcę. Mam we Włoszech bajecznie bogatych kuzynów, którzy zawsze mi się dziwią, dlaczego ja jeszcze pracuję, skoro materialnie dawno jestem zabezpieczony, a ja ich pytam: „Dlaczego wy już nie pracujecie, przecież moglibyście jeszcze tyle rzeczy zrobić”. Konsumowanie w życiu jest nudne. Już napatrzyłem się na luksusy, napróbowałem i wiem, że są rzeczy miłe, ale nie wypełniają nam wewnętrznej pustki. Można mieszkać w pięknych hotelach, wynajmować drogie samochody i jeździć na egzotyczne wakacje, ale nie da się tego porównać z tym, co daje człowiekowi prawdziwe życie. W różnych miejscach świata, w których kręciłem i kręcę filmy, zawsze wchodzę w relację z miejscowymi ludźmi. Wchodzę w ich życie, krajobrazy, historię, mentalność, a często też język i to jest coś, co daje mi szalenie dużo. Czyni mnie bogatszym. To łaska boska, że mam taki przywilej z racji mojego zawodu. Pani na pewno wie, o czym mówię – zawód dziennikarza też pozwala poznawać wielu ludzi. W dodatku wolno nam wtykać nos w nieswoje sprawy i to jest bardzo ciekawe. Przez to, że jestem filmowcem, byłem wciągnięty w różne działania np. dyplomatyczne, mogę ocierać się o naukę, choć nie mam do tego formalnie prawa, ale jako filmowiec mogę zaglądać różnym ludziom przez ramię, a oni często chętnie pokazują, co robią. To przywileje, które nie są powszechne.

Na przykład?

Jeśli pływałem łódką po podziemnych zbiornikach wodnych w paru miastach, co nie jest dostępne dla turystów, a ja mogłem to zrobić, to uważam, że mam dużo szczęścia. Poznałem mnóstwo fascynujących ludzi, a wielu z nich przeszło do historii. Zarówno wielkich artystów, jak Graham Greene, Gabriel García Márquez, Susan Sontag czy Max Frisch, jak i polityków – choć ci częściej popadają w zapomnienie. To z pewnością osobliwy przywilej publicznego życia. Dla mnie jest to też świetnym bodźcem do refleksji nad tym, jak ci ludzie żyją, jaki mają wpływ na historię, czy ja mam ten wpływ. Choć każdy z nas ma jakiś – choćby maleńki – wpływ na historię i to jest bardzo ciekawe. Trzeba tylko patrzeć i analizować, czy jest on pozytywny czy też negatywny. 

Kontakt z tak znamienitymi osobistościami na pewno jest inspirujący.

Ale nie skupiajmy się tylko na znanych ludziach. Czasem ten „czynnik ludzki” jest uchwytny na takim bardzo błahym, codziennym poziomie. Na przykład taki człowiek spotkany przypadkiem w metrze. 

Krzysztof Zanussi jeździ metrem?

Tak i ma to czasami swoje zabawne konsekwencje.

Jak reagują ludzie?

Na ogół, póki się nie odezwę, to mnie nie poznają. Mam bardzo charakterystyczny głos, ale też prawdą jest, że ludzie znacznie łatwiej rozpoznają innych po głosie, niż obrazie. Zawsze są zdziwieni, że jestem wysoki, bo w telewizji wszyscy są równi – tam nie ma wysokich i niskich. Jak reagują? Polska jest krajem ludzi powściągliwych. Widzę, co się dzieje u moich kolegów z Ameryki – tam, gdy ktoś ich rozpozna, mają problem z przejściem, ponieważ szybko tworzy się tłumek. W Europie raczej się tego nie spotyka. Dla nas to dowód złego wychowania, więc muszę przyznać, że nikt mi specjalnie nie utrudnia życia jakimiś oznakami ekscytacji. Ale to raczej cieszy niż martwi.

Jest z tym związana jakaś zabawna historia?

Oczywiście czasem jestem rozpoznawany jako inna osoba.

Z kim Pana mylą?

Najczęściej z Kieślowskim, a przede wszystkim mylą nasze filmy, ale to mi zupełnie nie przeszkadza, ponieważ ja sobie te filmy naprawdę cenię.

Co jeszcze, oprócz ludzi, Pana inspiruje?

Jest to na pewno natura, ale nie tylko. Inspirują mnie dzieła sztuki, z którymi obcuję czy koncerty. To wszystko są doświadczenia, które później odbijają się w opowiadaniu.

Film niezwykłą gałęzią sztuki, którą można odbierać różnymi zmysłami. Wzrok i słuch to oczywistość. Co jeszcze?

Refleksja i rozum. To, że film jest sztuką wizualną jest złudzeniem, które się rozpowszechniło. Gdy oglądamy reklamy czy muzyczną telewizję, wtedy rzeczywiście wszystko jest wizualne. Nie ma przekazu semantycznego, natomiast film jest w gruncie rzeczy sfilmowanym teatrem. Dlatego słowo w filmie odgrywa tak ważną rolę jak w życiu – komunikujemy się głównie przez słowa, chociaż szlachetny film potrafi komunikować ponad słowami. Ale to już wysoka sztuka. 

Jest Pan autorem wielu książek. W jednej z nich, „Strategie życia” zadaje Pan sobie i czytelnikom wiele filozoficznych pytań. Od tamtej pory minęło trochę czasu. Jakie pytania dziś Pan sobie zadaje? Jakiej odpowiedzi szuka? 

Pewne pytania są wieczne, ale czasem nasila się jakiś problem. I teraz dla mnie taki kryzys, który nas otacza, to jest głównie kryzys prawdy. Zatraciliśmy zdolność rozróżniania między prawdą a fałszem. Zalewają nas wszelkiego rodzaju fake newsy. Nawet reklamy mówią nam rzeczy głęboko nieprawdziwe, np. że potrzebujemy czegoś, czego nie potrzebujemy. I całe to społeczeństwo konsumpcji jest społeczeństwem opartym na niegodnej motywacji, jaką jest chciwość. A proszę zauważyć, że potrzeba ta w przypadku wielu ludzi już dawno została zaspokojona.

Czuję, że niebawem może pojawić się na rynku kolejna Pana książka…

A możliwe! Teraz za to na rynku pojawiła się inna, będąca zapisem rozmów z nami [„Życie rodzinne Zanussich” – przyp. red.]. Jest o tyle ciekawa, że autorka – nasza dobra znajoma, poetka i dziennikarka, Barbara Gruszka-Zych – zadawała nam takie same pytania, choć odpowiadaliśmy na nie oddzielnie. Ponieważ zna nas prywatnie, uznała, że opisanie relacji w małżeństwie z tak długim stażem może dla wielu osób być przydatne.

Dowiedział się Pan czegoś ciekawego na swój temat?

Najbardziej ekscytujące było dla mnie to, że po tylu latach dowiedziałem się czegoś nowego i ciekawego na temat mojej żony. Zauważyłem, że na niektóre pytania odpowiada zupełnie inaczej niż ja. Zobaczyłam, że ma inne sformułowania, inne sądy, ale to dobrze, ponieważ teraz jeszcze więcej mamy o czym rozmawiać.

Ewelina Celejewska

Gość specjalny "notofest"

  • Krzysztof Zanussi będzie w tym roku także gościem specjalnym notofest – 3. Festiwal Filmowy Suwałki. Podczas wydarzenia zaprezentowane zostaną starannie wyselekcjonowane dzieła polskiej zagranicznej kinematografii, a punktem kulminacyjnym jest konkurs filmów krótkometrażowych „no to short”. W jury konkursu w tym roku zasiądą: Kinga Dębska, Marian Dziędziel oraz Arkadiusz Tomiak. Festiwal, którego partnerem jest PKO Bank Polski, rozpocznie się w środę 14 sierpnia i potrwa do soboty. To prawdziwa kinowa uczta!