2015.05.22

Gdy metry zmieniają się w kilometry

Podczas biegu często wpadam na nowe pomysły – wywiad z Marcinem Orlińskim, poetą, prozaikiem, krytykiem literackim. Bieganie jest częścią jego życia i poezji.

Marcin Orliński
Fot. Inka Radomska

Na okładce Twojego tomu poetyckiego "Tętno", który ukazał się pod koniec 2014 roku, Zbigniew Machej napisał: „Siedzący nigdy nie zrozumie biegnącego. Trzeba więc odłożyć na bok wszystkie zsiadłe teorie, wyjść z siebie i pobiec w miasto z Marcinem Orlińskim. Świat się szerzej otworzy i ciekawiej zaznaczy dla bezinteresownych biegaczy”. Czy rzeczywiście jako biegacz masz wrażenie, że widzisz więcej? Jak to się przekłada na Twoją twórczość?

Bieganie stało się ważną częścią mojego życia. Kiedy w 2012 roku zacząłem pokonywać dłuższe dystanse, przekonałem się, że może to być znakomity sposób na odpoczynek, uporządkowanie myśli, poprawienie kondycji, a także poznanie miasta. Jako mieszkaniec Saskiej Kępy biegam głównie po Pradze Południe, ale oficjalne biegi organizowane są także w innych częściach Warszawy – w centrum, na Ursynowie, Mokotowie czy Żoliborzu. Dzięki bieganiu zacząłem docierać do miejsc, w których wcześniej nie byłem. Jako autor staram się pisać o tym, co mnie otacza i czego doświadczam. W naturalny sposób musiałem więc zacząć nawiązywać również do tej dyscypliny sportu.

Książka "Tętno" i niedawno wydane "Zabiegi" nawiązują, choćby na płaszczyźnie tytułowej, do biegania. To jednak rzadki temat w literaturze. Jak to się stało, że w Twojej poezji pojawił się ten sport?

Rzeczywiście, bieganie to raczej rzadki temat w literaturze. A jednak istnieją autorzy, których ta dyscyplina interesuje. Jednym z moich ulubionych wierszy dotyczących biegania jest utwór Anny Świrszczyńskiej Mam dziesięć nóg: „Kiedy biegnę,/ śmieję się nogami.// Kiedy biegnę,/ połykam świat nogami.// Kiedy biegnę,/ mam dziesięć nóg.// Wszystkie moje nogi/ krzyczą.// Istnieję tylko wtedy,/ kiedy biegnę”.

Od Zbigniewa Macheja dowiedziałem się, że w latach 60. XX wieku na Słowacji działała grupa poetycka „Samotni biegacze”. Natomiast niedawno poeta i krytyk literacki Janusz Drzewucki wydał dziennik "Życie w biegu", w którym opisuje swoje przygody z tą dyscypliną sportu. Jeśli chodzi o moją twórczość, wątki biegowe pojawiają się w książkach, o których przed chwilą wspomniałaś. Nie są to jednak poradniki dla biegaczy. Tętno to wciąż przede wszystkim tom wierszy, a "Zabiegi" – zbiór krótkich utworów prozatorskich na temat jednego z nadmorskich kurortów.

Bohater "Zabiegów" zwierza się w pewnym momencie: „Nie lubię biegać. Wręcz nienawidzę. Ale to jedyny sposób by nadać dobie rytm. Ocalić instytucję związku przyczynowo-skutkowego i relację czasowego następstwa”. Z kolei w kilku wierszach w Tętnie wymieniasz trudy związane z bieganiem, zmęczenie, zawroty głowy, halucynacje. To jak to w końcu jest? Biegasz, bo lubisz, czy właśnie dlatego, że nie lubisz?

Ha ha! Oczywiście bardzo lubię biegać! Ale czasami trasa potrafi dać w kość. I choć uwielbiam przemierzać kolejne kilometry, zdarza się, że muszę walczyć ze swoimi słabościami. Bieganie dłuższych dystansów łączy się przecież ze sporym wysiłkiem. Po przebiegnięciu wyznaczonej trasy satysfakcja jest jednak olbrzymia. Z jednej strony mózg jest dotleniony i naładowany endorfinami, z drugiej – człowiek odczuwa zadowolenie, że udało mu się pokonać własne ograniczenia. Bo przecież każdy biegacz tak naprawdę zawsze ściga się tylko ze sobą.

Jaka rolę pełni bieganie w Twoim życiu, a jaką w poezji?

Dzięki bieganiu udało mi się zmienić dietę, schudnąć, a także poznać mnóstwo fantastycznych ludzi. Szybko okazało się, że biega wielu moich znajomych, również z kręgów literackich. Zaczęliśmy wymieniać się doświadczeniami i uwagami technicznymi. Jeśli chodzi o poezję, terminologia związana z bieganiem świetnie się sprawdza na gruncie literackim. Bieganie staje się synonimem ruchu, zmiany miejsca i przekroczenia siebie. Myślę, że biegacz z moich wierszy to taki ponowoczesny flaneur.

Wiem, że biegasz w imprezach masowych. Jak przygotowujesz się do takich zawodów? Czy możesz się już pochwalić biegowymi sukcesami?

Biegam od 2012 roku, ale wciąż uważam się za amatora. Brałem udział w kilku oficjalnych biegach na 10 km, w kilku półmaratonach i jednym maratonie. W 2014 roku podczas imprezy "Biegnij Warszawo z PKO Bankiem Polskim" udało mi się zrobić życiówkę 47:17. Mój rekord w półmaratonie to 1:50:16, natomiast maraton, który biegłem w Poznaniu w roku 2012, a którego sponsorem był również PKO Bank Polski, przebiegłem z czasem 4:30:39. Zdaję sobie sprawę, że nie są to jakieś powalające wyniki, ale jak na kogoś, kto biega tylko 3-4 razy w tygodniu, wydają się całkiem przyzwoite. Jak się przygotowuję do zawodów? Przede wszystkim ustalam sobie plan treningowy na kilka lub kilkanaście tygodni przed startem. W tygodniu staram się biegać na zmianę interwały, podbiegi i ogólne przebieżki. Z kolei w niedzielę organizuję sobie dłuższy, wolny bieg. Raz w tygodniu wykonuję też ćwiczenia siłowe, które wzmacniają brzuch i grzbiet, co jest niezwykle ważne, jeśli się chce zachować odpowiednią pozycję biegową i nie obciążać zbytnio stawów. Absolutnie podstawowym elementem każdego treningu jest rozciąganie, które wykonuję po biegu. Bez rozciągania można się nabawić poważnych kontuzji.

A jakie to uczucie biec z innymi ludźmi? W końcu poeci to samotnicy i indywidualiści.

Bardzo lubię brać udział w takich imprezach. Podczas oficjalnego biegu panuje niesamowita atmosfera, poczucie jakiejś wspólnoty. No i adrenalina. Obecność innych biegaczy sprawia, że się biegnie trochę szybciej. To pewnie dlatego rekordy życiowe zwykle pobija się podczas imprez oficjalnych.

Bieganie to nie jedyny temat w Twojej twórczości. Każdy z wierszy czy krótkich form prozatorskich to inna historia. Skąd czerpiesz te pomysły?

Najkrócej – z życia. Najważniejszą dla mnie kategorią twórczą jest obecnie doświadczenie. W swoich wcześniejszych książkach nawiązywałem do nurtu „ośmielonej wyobraźni” i surrealizmu. Teraz bardziej liczy się dla mnie codzienność, oczywiście przefiltrowana przez język i twórczo nawiązująca do tradycji literackiej. W szczególności interesuje mnie problematyka społeczna, kwestie egzystencjalne i zagadnienia etyczne. Jako pisarz unikam patosu. Stawiam na humor i ironię.

W jednym z utworów napisałeś, że „kilka godzin bieganie daje kopa, o jakim nie śniło się filozofom”. Brzmi to bardzo zachęcająco! Jak jeszcze mógłbyś zmotywować tych, którzy chcieliby rozpocząć przygodę z bieganiem, a wciąż nie mogą się zdecydować?

Bieganie pozwala wprowadzić do życia mnóstwo pozytywnej energii. Dzięki treningom zacząłem być bardziej zdyscyplinowany. Poza tym wysiłek wyzwala w mózgu endorfiny. Zacząłem mieć lepsze samopoczucie, a podczas samego biegu często wpadam na nowe pomysły związane z pracą zawodową. Jednocześnie bieganie nie wymaga wysokich nakładów finansowych, jak np. narty czy surfing. Wystarczy założyć buty, lekki strój i wyjść z domu. Można zacząć od lekkiego truchtu, a po kilku tygodniach lub miesiącach, metry niespodziewanie zmienią się w kilometry. Poczucie spełnienia jest wtedy niesamowite!

Rozmawiała Joanna Kornaga
Ekspert w PKO Banku Polskim

  • Marcin Orliński (ur. 1980) – polski poeta, prozaik, krytyk literacki i publicysta

    Absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim i studiów doktoranckich w Instytucie Badań Literackich PAN. Laureat stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego „Młoda Polska”, stypendium z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego i stypendium m. st. Warszawy w dziedzinie literatury. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Twórczości”, „Odrze”, „Akcencie”, „Lampie”, „Kresach” i „Dwutygodniku”. Redagował rubrykę poetycką w „Przekroju” i serię wydawniczą Biblioteka Debiutów przy „Zeszytach Poetyckich”. Mieszka w Warszawie i biega po Warszawie.

Czytaj także:

„Życie jest piosenką”. Cygan w Polskim sponsorowanym przez PKO Bank Polski

Rafał Sonik: "ciągle ścigam się ze sobą"