2015.01.27

Zdemaskować chochoła

Rozmowa z Krzysztofem Jasińskim, reżyserem i współscenarzystą inscenizacji "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego w warszawskim Teatrze Polskim.

Krzysztof Jasiński
Źródło: www.youtube.com

29 stycznia 2015 r. na deskach warszawskiego Teatru Polskiego odbędzie się premiera "Wesela". Reżyseruje Pan ten spektakl, a z "Weselem" jest tak, że każda kolejna inscenizacja wywołuje dyskusje o tym, czy w ogóle wystawiać dramat Wyspiańskiego. Dlaczego zatem warto?

Warto, bo jest to dramat narodowy, który należy do kanonu polskiej klasyki. Każdy teatr dramatyczny powinien mieć w swoim repertuarze "Wesele". Co więcej, jest to taki rodzaj sztuki, w której sprawdza się zespół aktorski. Dawniej mówiono, że prawdziwy teatr dramatyczny to taki, który ma obsadę "Wesela". Nie jest to tylko anegdota, ale rzeczywisty miernik gotowości teatru do podjęcia pewnych zadań. Teatr Polski w Warszawie jest jednym z najbardziej predystynowanych do takiego repertuaru. Nasze "Wesele" wpisuje się w tradycję Teatru Polskiego. To tu, po Krakowie, odbywały się najważniejsze inscenizacje. Dla zespołu artystycznego Teatru Polskiego jest to święto.

Powiedział Pan kiedyś, że każde pokolenie musi mieć swoje "Wesele". W jaki sposób Pana opracowanie wpisuje się w kontekst współczesności?

Wesele jest sztuką klasyczną, a to oznacza jej współczesność. Aż dziw bierze, jak się czyta Wyspiańskiego, że minęło ponad sto lat, a wciąż jest aktualny. Problemy, które poruszył w "Weselu" to żywotne problemy Polaków. My jesteśmy jak zaklęci, mamy w sobie coś, co od czasów Wyspiańskiego nazywa się chocholizmem narodowym.

Jak należy rozumieć tę metaforę?

Wielokrotnie przywoływano metaforę chochoła, który nas drąży, pejoratywnie, gdzieś nam przeszkadza. I oczywiście od tamtego czasu, premiery, która była niezwykle aktualna, metafora ta stała się żywym zapisem stanu duszy polskiej. Bo my ciągle nie możemy się uporać z chochołem w nas. Teraz, po dwóch wojnach, po holokauście, po bolszewizmie, po wyzwoleniu, po Solidarności, po Gdańsku - ciągle mamy tą trudność. Wyspiański marzył o wolności, o wolnej Polsce. Ale okazuje się, że wolność nie jest zagadnieniem zewnętrznym, ale wewnętrznym. Dzisiaj to nie jest problem wagi państwowej czy narodowej, ale indywidualny. Odzyskaliśmy wolność, ale wciąż nie możemy się porozumieć. Dlatego chodzi mi nie o pokazanie chochoła, ale o zdemaskowanie go w każdym z nas.

Opracowując "Wesele" dokonałem pewnej kondensacji treści, sensów, postaci, pozbyłem się tego, co jest już dziś anachroniczne, niepotrzebne dla mojego zamysłu, nie naruszając istoty dramatu, nie przenosząc go w żadną inną rzeczywistość. Wyszedłem z dworku bronowickiego i to jest przestrzeń, którą proponujemy dla rozegrania tego misterium.

  • Widma, które przychodzą do każdego z bohaterów, są indywidualnymi zespołami kompleksów. (…) Dzisiaj, w epoce playstation, kiedy pilotem wchodzimy w rzeczywistość wirtualną, aby w teatrze zainteresować widmem, trzeba użyć jakiś szczególnych środków.

"Wesele" to odpowiedź Wyspiańskiego na mickiewiczowskie "Dziady". Nie obrazek folklorystyczny jakiegoś zdarzenia, tylko głębokie drążenie stanu świadomości i analiza tego, co się stało z duszą polską. Wyspiański stworzył sytuację konieczności połączenia tego, co jest etosem ludowym z etosem inteligenckim, jako pewnej konieczności dziejowej. Dzisiaj jesteśmy w sytuacji, w której na widowni siedzą wnuki Jaśków i Czepców. To, do czego nawoływał Wyspiański, jest faktem, a my musimy zmierzyć się z tym chochołem, który jest w nas. Jesteśmy połączeniem Jaśka i Gospodarza czy Czepca i Gospodarza. Jesteśmy dziećmi bronowickimi.

Mówił Pan kiedyś także, że nigdy nie traktuje tekstu "pretekstowo", że obce są Panu wszelkie przeróbki, transformacje, po których z oryginału pozostaje właściwie tytuł i dwa zdania autora. Jak to wygląda w odniesieniu do inscenizacji "Wesela" w Teatrze Polskim?

Niczego nie dopisujemy Wyspiańskiemu. Jedynie na końcu, w przesłaniu śpiewamy przepiękną pieśń Marka Grechuty o wolności, która wywodzi się z ducha Wyspiańskiego. Przy wystawianiu "Wesela" słowo, które pada ze sceny, oprócz tego, że nam coś mówi, jest piękne, mamy do czynienia z piękną polszczyzną, przepiękną poezją. To oczywiście wymaga kunsztu, artyzmu najwyższej próby, i dlatego "Wesele" mogą grać tylko wybitni aktorzy. Wszystkie postacie dramatu obrosła legenda, każda z nich była grana przez wielkich poprzedników, istnieją więc wielkie wzorce, z którymi trzeba się zmierzyć, aby godnie wpisać się w tą sztafetę pokoleń.

Pana "Wesele" rozpisane jest na dwanaście postaci, ma także nowatorskie, multimedialne rozwiązania scenograficzne. Jaki efekt chciał Pan dzięki temu osiągnąć?

W "Weselu" zawsze jest problem z widmami, z drugim aktem. Do dworu, do Bronowic, przychodzą widma i to właśnie o nie od początku się spierano. Oczywiście jest to wyzwanie, jak sobie z nimi poradzić. Dziś jesteśmy daleko po Freudzie, daleko po Jungu, a psychologia głębi pozałatwiała już te problemy, które są odpowiedzią na słowa Wyspiańskiego "Co się komu w duszy gra, co kto w swoich widzi snach".

Widma, które przychodzą do każdego z bohaterów, są indywidualnymi zespołami kompleksów. Więc tutaj należy się spodziewać ciekawego rozwiązania. A czy nam się uda, zobaczymy. Chodzi głównie o to, żeby były żywe. Dzisiaj, w epoce playstation, kiedy pilotem wchodzimy w rzeczywistość wirtualną, aby w teatrze zainteresować widmem, trzeba użyć jakiś szczególnych środków.

Twórczość Wyspiańskiego zawsze była dla Pana bardzo ważna, wpisywał ją Pan do swojego kanonu "teatru niemożliwego" i odkładał realizację. Dlaczego?

Nigdy nie chciałem robić czegoś wokół, transponować czy tylko inspirować się. Wydawało mi się, że jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia, wiele do odkrycia w tekstach Wyspiańskiego, nie tylko w "Weselu", ale może szczególnie w "Wyzwoleniu" czy "Akropolis". Dopiero pod koniec mojej drogi twórczej odważyłem się. Przedtem nie miałem też warunków, ale w końcu pojawiły się możliwości, z których skorzystałem. "Wesela" nie można zrobić ot tak, a ja nie chciałem iść na żadne kompromisy. Nie chciałem robić nic obok Wyspiańskiego.

Rozmawiała Luiza Dziółko
Redakcja CI

  • Krzysztof Jasiński (ur. 1943) - aktor, reżyser teatralny i telewizyjny, założyciel i wieloletni dyrektor krakowskiego Teatru STU. Absolwent wydziału aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej im. Ludwika Solskiego w Krakowie (1968). Współtwórca spektakli okrzykniętych manifestem pokolenia: "Spadanie", "Sennik polski", "Exodus".

    Znany z realizacji widowisk plenerowych. Reżyserował m.in. "Harfę Papuszy" na krakowskich Błoniach, "Halkę" w krakowskich Skałkach Twardowskiego i "Giocondę" nad brzegiem Odry we Wrocławiu. Był reżyserem oper Giuseppe Verdiego: "Makbeta" i "Rigoletta" w Teatrze Wielkim w Poznaniu, a także musicalu "Chicago" w warszawskim Teatrze Komedia.

    W 2013 roku wyreżyserował "Zemstę" A. Fredry w Teatrze Polskim w Warszawie; od premiery obejrzało ją już 25 tys. widzów.

Partnerem strategicznym Teatru Polskiego im. Arnolda Szyfmana w Warszawie jest PKO Bank Polski.

  • Obsada "Wesela":

    • Gospodarz/Wernyhora: Andrzej Seweryn
    • Gospodyni: Joanna Trzepiecińska
    • Panna Młoda: Lidia Sadowa
    • Pan Młody/Hetman: Szymon Kuśmider
    • Poeta/Rycerz: Marcin Kwaśny
    • Rachela: Natalia Sikora     
    • Maryna: Ewa Makomaska
    • Jasiek: Paweł Krucz
    • Dziennikarz/Stańczyk: Jarosław Gajewski
    • Czepiec/Upiór: Piotr Cyrwus
    • Żyd: Jerzy Schejbal

Czytaj także:

Premiera "Wesela" w Teatrze Polskim

Piszesz? Zgłoś się! Partnerem głównym konkursu Script Pro jest PKO Bank Polski