2014.06.06

Życie poza horyzontami. Wywiad z Jaśkiem Melą

Podróżnik, społecznik, bohater filmu, szef fundacji pomagającej osobom po amputacjach. Wypadek i trudności pokazały mu, że o życie wypełnione przygodą i radością musi walczyć. Nie czuje się bohaterem, choć wielu za takiego go uważa. Z Jaśkiem Melą rozmawia Iwona Wardzyńska-Kaźmierczak.

Jan MelaJeszcze Jasiek czy już Jan? Jak się zwracać: "Ty" czy "Pan"?

Mam taką swoją teorię, że z Jasia wyrosłem po 13. roku życia, żeby być Jankiem, musiałbym mieć czołg i psa, a na Jana potrzeba mi długiej brody, więc chwilowo jestem Jaśkiem. Nie lubię oficjalnych form, bo one tworzą dystans między ludźmi, a szacunek można okazać na wiele sposobów.

Twoimi doświadczeniami można obdzielić kilka osób. W wielu wywiadach podkreślasz, że to, co Cię spotkało, to ogromna lekcja pokory, a mimo to nie nosisz w sercu zadry. Co dla Ciebie w życiu liczy się najbardziej?

To nie do końca tak, że nie ma we mnie śladu. Nauka udowadnia, że po bardzo traumatycznych doświadczeniach w naszym mózgu zostają fizyczne blizny, więc ten ślad jest namacalny. Trzeba jednak wykroczyć poza to i patrzeć na to, co mamy, a nie na to, czego nam brak.

Film "Mój biegun", wbrew tytułowi, nie opowiada o wielkiej arktycznej przygodzie. Jakie niesie przesłanie i dlaczego zgodziłeś się na sfilmowanie swojej historii?

Decyzja o współpracy z filmowcami była trudna, ponieważ całą rodziną zdawaliśmy sobie sprawę, że jest to pokazywanie naszych prywatnych problemów setkom tysięcy widzów. Choć opowiadając od lat o swojej historii, robiłem to samo. Uważam, że w kinie brakuje takich zwykłych historii o zwykłych ludziach, którzy potykają się sami o siebie. Ten film ma dostarczać nadziei na to, że wszystko jest możliwe.

Po emisji filmu nie można nie postawić pytania o Twoje relacje w ojcem. Jak je oceniasz z perspektywy czasu? Uważasz, że w imię dobra własnego dziecka taki surowy i wymagający sposób wychowania i motywowania do usamodzielnienia jest dobry, pomaga?

Nie mam jeszcze dzieci, ale jednym z dylematów, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć, będzie to, co zrobić, aby moje dziecko czuło się kochane niezależnie od wszystkiego, a jednocześnie nauczyło się radzić z trudnościami. Mój tata wybrał swoją ścieżkę. Nie było nam łatwo, bo obaj jesteśmy uparci. Dziś mamy bardzo dobrą i silną relację. Dużo z tamtych lekcji sprawiło, że osiągnąłem w życiu pewne cele. Gdybym był trzymamy za rękę, zapewne bym o nie nie zawalczył.

Gdzie znaleźć siłę, żeby mimo trudności wstać i walczyć? O siebie, o marzenia. Co mógłbyś poradzić ludziom, którzy gubią sens w życiu?

Gdyby istniała doskonała recepta, to byłaby światowym bestsellerem. Nasze życie, przy całej pokorze wobec boskiej mocy, w dużej mierze zależy od nas i nikt go za nas nie przeżyje. Gdy mamy pasje, marzenia oraz osoby, dla których warto się starać, wtedy wiemy, że nie możemy się poddawać. W moim przypadku, paradoksalnie, właśnie wypadek i utrudnienie pokazały, że muszę walczyć o to życie, póki je mam. Nie czuję się niepełnosprawny, ale wszystko, co osiągnąłem, okupione było ciężką pracą.

Taki młody, a już legenda. Na koncie imponujące osiągnięcia, dla wielu jesteś bohaterem. Czy nie jest to obciążeniem?

Każdy ma swoją pracę. Dla mnie "bycie wzorem" jest trochę elementem pracy. Nie mówię, że potem zamykam za sobą drzwi i jestem chuliganem, ale na co dzień nie czuję się nikim więcej niż inni ludzie na ulicy. Każdy z nas jest niezwykły i zwykły zarazem. Nie czuję tego obciążenia codziennie. Cieszy mnie to, że znajomi traktują mnie normalnie i niczego innego nie oczekuję. Bycie bohaterem tworzy swoistą barierę między ludźmi, a ja kocham być wśród ludzi.

Czym jest dla Ciebie odpowiedzialność?

To działanie w taki sposób, by dążyć do wspólnego dobra. Czy to w związku, podróży czy biznesie. Każde działanie pociąga za sobą krótko- i długotrwałe efekty. Myśląc o innych, musimy patrzeć na życie w szerszej perspektywie. Według mnie na tym polega odpowiedzialność. Im więcej damy z siebie, tym więcej my i nasi bliscy dostaniemy z powrotem.

Masz fundację. Jaki jest jej cel? Na czym koncentrujecie działania?

Fundacja Poza Horyzonty powstała, aby pomagać osobom po amputacjach w powrocie do aktywnego życia. Dofinansowujemy zakup protez, spotykamy się z podopiecznymi w szpitalach, otaczamy ich opieką psychologiczną, mobilizujemy do różnych życiowych aktywności, między innymi poprzez organizację wypraw integracyjnych. To trudna praca, bo w dużej mierze wyręczamy państwo. Ale poczucie, że robimy coś z sensem, to coś, czemu warto poświęcać całe dni pracy.

Jako bankowiec nie mogę nie zapytać o sprawy finansowe. Rozpoczynałeś kilka kierunków studiów, nie kończąc ich. Wyprowadziłeś się od rodziców. Utrzymujesz się sam?

Oczywiście. Uważam, że każdy powinien możliwie wcześnie wyfrunąć z gniazda i zacząć prowadzić samodzielne życie. Mam świetne kontakty z rodziną, często się widzimy, ale ważne jest, aby się uniezależnić, pójść do pracy, samemu płacić rachunki, gotować i prać. Nie ukończyłem na razie żadnego kierunku studiów, ale nie neguję ich sensu. Trzeba świadomie wybrać i dobrze trafić. Mnie się to jeszcze nie udało.

Jaki masz stosunek do pieniędzy? Czy jest coś, na co oszczędzasz?

Do pieniędzy mam stosunek bardzo nietrwały. Niewiele mi trzeba. Cenię w swoim życiu to, że mogę się wybrać w podróż autostopem po Europie i spać w namiocie. Jestem absolutnym niebankowcem i może zabrzmi to głupio, ale doświadczam w życiu tego, że jeśli naprawdę na coś potrzeba pieniędzy, to one się w jakiś sposób znajdują.

Wyprawy kosztują. Co poradziłbyś młodym ludziom, którzy marzą o podróżach, ale nie mają na nie środków?

Wyprawy nie muszą być bardzo kosztowne. W weekend w Zakopanem można lekką ręką wydać tyle, ile podczas miesięcznego pobytu w Gruzji. To kwestia stylu podróżowania. Ja przejechałem całą Norwegię stopem, żyjąc w tym niebotycznie drogim kraju za grosze. W Laosie spałem w hostelu z prysznicem, darmową kawą i herbatą, za 1,5 dolara za nocleg. W Nowej Zelandii czasem spałem na dziko w namiocie. Wszystko jest kwestią priorytetów oraz odwagi do podjęcia decyzji i wejścia w nieznane.

W jednym z wywiadów mówiłeś, że osoby, z którymi rozmawiasz, oczekują, że będziesz dalej wyznaczał sobie nowe cele, szedł coraz wyżej, dalej i mocniej. Jak nie wpaść w to błędne koło?

Trzeba stawiać twarde granice i nie przekraczać ich później pod presją społecznych oczekiwań. Nie jest to proste, bo człowiek ma w swej naturze zdobywanie. Sądzę, że warto przeformułować sobie cele, szukając czegoś nowego. Nie wyższego, a innego.

A jakie wyzwania stawiasz sobie na kolejne lata?

Kupić działkę budowlaną pod Krakowem i wybudować dom, by mieć swoje magiczne miejsce dla przyszłej rodziny.

Rozmawiała Iwona Wardzyńska-Kaźimierczak