To piękne, jak podczas PKO Biegu Charytatywnego ludzie potrafią się zjednoczyć

– To naprawdę piękne, jak podczas PKO Biegu Charytatywnego ludzie potrafią się zjednoczyć, podjąć wysiłek fizyczny i zrobić coś dobrego dla innych – ocenia ambasador 5. PKO Biegu Charytatywnego w Bydgoszczy Maciej „Gleba” Florek, zwycięzca pierwszej edycji programu „You Can Dance”, choreograf i twórca wielu prestiżowych projektów tanecznych i teatralnych.
około min czytania

Co sprawia Panu największą frajdę w roli ambasadora PKO Biegu Charytatywnego?
Maciej „Gleba” Florek:
Rolę ambasadora będę pełnił już po raz trzeci. Raz był to Lidzbark Warmiński, a innym razem Lublin. Jestem więc w różnych miejscach, które łączy jedno – wszyscy ludzie czerpią tam frajdę z pomagania innym. Co więcej, biegacze w miastach, w których byłem ambasadorem, uzyskiwali świetne wyniki w skali ogólnopolskiej. Zawodnicy w Lidzbarku zajęli pierwsze miejsce w kraju, a Lublin był na drugiej pozycji. W obu lokalizacjach udało się stworzyć wspaniały doping, a emocje sportowe były na najwyższym poziomie.

Jak postrzega Pan drużynową rywalizację i sztafetową formułę biegu?
Drużyny są złożone z członków rodzin lub znajomych, ale i osób, które wcześniej się nie znały. W momencie rozpoczęcia zawodów stają się jednym zespołem. To naprawdę piękne, jak ludzie potrafią się zjednoczyć, podjąć wysiłek fizyczny i zrobić coś dobrego dla innych. Takie zawody są ciekawsze niż bieganie indywidualne. Poza tym buduje się fajną, pozytywną wspólnotę, która tworzy ciepłą atmosferę całego przedsięwzięcia.

Jak to się stało, że będąc znanym choreografem i twórcą wielu prestiżowych projektów tanecznych i teatralnych, znalazł się Pan w świecie biegania?
Staram się być aktywny w działalności charytatywnej i dziękuję PKO Bankowi Polskiemu za zaproszenie. Zwłaszcza, że w gronie ambasadorów jestem jedną z nielicznych osób, które ze sportem wyczynowym na co dzień nie mają wiele wspólnego. Tyle tylko, że udało mi się w życiu przebiec parę maratonów. Bieganie to najtańsza forma ruchu i świetny sposób na spędzanie czasu. Niezależnie, czy ktoś robi to spontanicznie, czy trenuje regularnie i w określonym celu.

Żeby przebiec kilka maratonów musiał Pan trenować regularnie?
Nie, nigdy nie miałem okazji trenować do jakiegoś konkretnego biegu, a decyzje o startach w zawodach podejmowałem raczej spontanicznie. Ale jestem sprawną osobą ze względu na to, że cały czas tańczę. Jako biegacz nie jestem najlepszym przykładem i nikomu nie zalecam podążania moją drogą.

Jakie były Pana wrażenia ze startów w maratonach?
Pierwszy maraton pobiegłem we Wrocławiu. Chciałem sprawdzić, jak to jest i co się dzieje z ludzkim ciałem przy tak ogromnym wysiłku. Kolejne, żeby komuś pomóc – m.in. pchając osoby, które na co dzień poruszają się na wózkach inwalidzkich. Tak, żeby ci, którzy sami nie mogą tego zrobić, mieli możliwość uczestniczenia w wielkim wydarzeniu sportowym i pokonania dystansu maratonu.

Biega Pan, żeby pomagać, ale i dla przyjemności, bez nastawienia na wynik?
Tak, ja biegam dla zabawy. Byle dotrzeć do mety. To dla mnie największa frajda. Wiem, że maratony trzeba biegać z głową i w umiarkowany sposób – szczególnie, kiedy nie trenuje się biegania na co dzień – tak jak ja. Ale ja dużo czasu poświęcam na taniec i mam bardzo dobrą formę, którą potrafię wykorzystać również w bieganiu. W tym sporcie podoba mi się też to, że jest on dostępny dla wszystkich. Nie trzeba mieć specjalistycznego sprzętu, bo wystarczy mieć sprawne ciało.

A poza maratonem we Wrocławiu, jakie ma Pan na swoim koncie?
W Gdańsku, Krakowie, Warszawie i w Poznaniu, więc „główną piątkę” zrobiłem. Szykuję się do startów w przyszłym roku w Berlinie i Chicago. Każdy taki dystans to dla mnie zawsze ogromny wysiłek. Kiedy wiem, że biegnę dla kogoś, jest mi łatwiej. Zyskuję wielką motywację, żeby wystartować w zawodach i spróbować swoich sił.

Podczas 5. PKO Biegu Charytatywnego w Bydgoszczy wystartuje Pan w sztafecie czy będzie realizował obowiązki ambasadora w inny sposób?
Obowiązków będzie dużo, bo m.in. będę prowadzącym. Będę przez kilka godzin rozmawiać, dopingować i wyczytywać nazwiska startujących osób. Planuję więc przyjechać trochę wcześniej do Bydgoszczy i jeszcze przed zawodami przebiec kilka okrążeń po bieżni. W ten sposób wczuję się w atmosferę zawodów. Choć uważam, że wynik sportowy PKO Biegu Charytatywnego nie jest najważniejszy, to mam nadzieję, że Bydgoszczy uda się być w czołówce miast w Polsce.

Marek Wiśniewski