Paweł Korzeniowski: Oby było jak najwięcej takich akcji jak PKO Bieg Charytatywny

– PKO Bieg Charytatywny to naprawdę bardzo fajna akcja. Startując w zawodach pomagamy innym, ale też robimy coś dla siebie i swojego zdrowia. Korzyści może być więcej niż nam się wydaje – mówi ambasador 5. PKO Biegu Charytatywnego w Białymstoku, wybitny pływak Paweł Korzeniowski, mistrz i dwukrotny wicemistrz świata, wielokrotny mistrz Europy i czterokrotny olimpijczyk.
około min czytania

Jaki wymiar ma dla Pana rola ambasadora 5. PKO Biegu Charytatywnego w Białymstoku?
Paweł Korzeniowski:
Cieszę się, że mogę ją pełnić już po raz kolejny. To bardzo fajna akcja. Nie dość, że możemy pomagać dzieciom, to dodatkowo możemy zrobić coś dla siebie, dla zdrowia.

Jako ambasador zawodów wystartuje Pan osobiście?
Startuję wraz z innymi uczestnikami dołączając do jednej ze sztafet. Na trasie staram się motywować innych. Ludzie inaczej podchodzą do biegu, kiedy nie tylko zachęcam, ale też biegnę z nimi. Dla wielu osób może to być fajna sprawa. 

Pływanie są indywidualną dyscypliną sportu. PKO Bieg Charytatywny to zawody drużynowe. Jak postrzega Pan formułę sztafetową biegu?
Starty z drużyną to coś zupełnie innego. Podczas sztafety nie walczymy tylko dla siebie, ale i dla całego zespołu. Motywacja jest wtedy dużo większa. Każdemu ułatwia to przekraczanie progu bólu podczas zawodów. Sztafeta zawsze wyzwala dodatkowe emocje, które warto wykorzystać. 

Na ile biegi były elementem codziennych treningów w trakcie Pana kariery pływackiej?
Pływacy teoretycznie mają zakaz biegania, więc ja też nie biegałem. Ruch w wodzie jest miękki, zupełnie inny niż w bieganiu, gdzie obija się mięśnie i trzeba być twardszym. Jak pływacy kończą karierę i rozpoczynają przygodę z bieganiem, to przez pierwsze dwa lata idzie im ciężko. Muszą bardziej uważać, bo podczas intensywnych treningów są bardziej narażeni na urazy.

A po zakończeniu kariery pływackiej dużo czasu poświęca Pan bieganiu?
Zdecydowanie więcej. Startuję w triathlonach, a bieganie jak wiemy – obok pływania i jazdy na rowerze – jest jednym z jego elementów. Jako że bardzo słabo biegałem, musiałem to poprawić.

I na jakich dystansach Pan zazwyczaj biega?
Na 5 km, 10 km oraz na dystansie półmaratonu.

Wkręcił się Pan w bieganie. Jakie rekordy się Panu marzą?
Chciałbym biegać 10 km w czasie 35 minut. To już dość szybko. Zwłaszcza, że kiedy zaczynałem biegać, zajmowało mi to 56 minut. Gdy mówiłem ludziom, że chciałbym biegać w 35 minut, słyszałem śmiech i komentarze, że raczej nie będę w stanie tego zrobić. Mylili się. Dziś biegam „dyszkę” już w 39 minut i można powiedzieć, że idę w dobrym kierunku.

W jaki sposób zachęciłby Pan do udziału w PKO Biegu Charytatywnym? Jeśli nawet ktoś nie startuje w tym roku – z powodu braku wolnych miejsc – to do kibicowania i może biegu w kolejnej edycji?
Przede wszystkim – pomagamy innym. Może okazać się, że zarazimy się tym sportem i pokochamy bieganie? Warto zebrać drużynę, zapisać się i spróbować. A jeśli nie ma już miejsc w naszym mieście, to przyjść, kibicować i wygrać możliwość wsparcia wybranej przez siebie organizacji.

Marek Wiśniewski