Paweł Kryszałowicz: Bądźmy razem i zróbmy coś dla innych ludzi

– PKO Bieg Charytatywny to wspaniała okazja, żeby komuś pomóc, jeśli nie startując – bo kończą się miejsca na listach startowych – to kibicując zawodnikom. Bądźmy razem na stadionach i zróbmy coś dla innych – mówi ambasador 5. PKO Biegu Charytatywnego w Słupsku Paweł Kryszałowicz, były napastnik piłkarskiej reprezentacji Polski, uczestnik mistrzostw świata w 2002 r.
około min czytania

Co sprawiło, że zdecydował się Pan zostać ambasadorem 5. PKO Biegu Charytatywnego?
Paweł Kryszałowicz:
Jak wiadomo, ostatnio walczyłem z chorobą nowotworową. Otrzymałem w tym czasie dużo pomocy od przyjaciół i wszystkich ludzi dobrej woli. Dziś mogę pomóc innym, którzy tego potrzebują i robię to z przyjemnością. A to, że trzeba pomagać innym, jest dla mnie naturalną sprawą.

Od razu zapytam – jak dziś z Pana zdrowiem?
Sytuacja jest już ustabilizowana. Teraz muszę tylko kontrolować stan zdrowia, żeby nic złego się nie wydarzyło.

Cieszę się, że tak pozytywnie się to potoczyło. Życzę dużo zdrowia!
Dziękuję. Z chorobą walczyłem twardo, tak jak wcześniej całymi latami walczyłem na boisku. Dzięki pomocy lekarzy i wielu innych osób udało mi się z tego wyjść.

Te trudne doświadczenia sprawiają, że jeszcze chętniej angażuje się Pan w projekty charytatywne – takie jak PKO Bieg Charytatywny?
Już wcześniej się w takie akcje angażowałem. Jak tylko będą się nadarzały nowe okazje, to zawsze będę pomagał, choć mam dużo zajęć, więc czas jest ograniczony. W przypadku PKO Biegu Charytatywnego bardzo chętnie się zgodziłem.

Piłka nożna, którą Pan uprawiał, to sport zespołowy. Podobnie będzie wyglądać rywalizacja w przypadku PKO Biegu Charytatywnego, gdzie wystartują sztafety. Sport w drużynowym wydaniu niesie ze sobą więcej emocji niż starty indywidualne?
W sporcie zespołowym zawsze jest tak, że jeden zachęca drugiego i motywuje go, żeby dawał z siebie wszystko. Choć dla mnie w takich imprezach liczy się sam udział, a nie wynik. Najważniejsze jest to, że w PKO Biegu Charytatywnym, ludzie się ruszają i przez to mogą pomóc innym.

Jest Pan wychowankiem Gryfa Słupsk i to właśnie w tym mieście będzie pełnił Pan rolę ambasadora 5. PKO Biegu Charytatywnego...
Taka propozycja ze strony PKO Banku Polskiego ucieszyła mnie podwójnie. Świetnie, że bieg może się odbyć w naszym mieście.

Czy aktywność fizyczna jest dziś ważną częścią Pana życia?
Niestety moja aktywność fizyczna skończyła się wraz z końcem kariery. Ostatnio przeszedłem ciężką chorobę, a wcześniej miałem operację biodra – od kilku lat mam sztuczne. Cały czas jestem jednak przy piłce. Niedawno zadebiutowałem w roli komentatora w Telewizji Polskiej. Zarządzam też klubem Gryf Słupsk, w którym się wychowałem.

A w czasach kariery piłkarskiej jak podchodził Pan do treningów biegowych? Traktował je Pan na równi z zajęciami z piłką?
Piłka nożna polega na bieganiu. Niewielu jest zawodników, którzy potrafią dobrze grać bez intensywnego biegania. W trakcie kariery piłkarskiej, nawet podczas urlopów, biegałem po lasach ponad 100 km, żeby w dobrej formie wrócić do klubu. Treningi biegowe nigdy mi nie przeszkadzały. Kiedy grałem w Niemczech, trafiłem na wymagających trenerów. Bardzo dużo wtedy biegaliśmy.

Którego z tych trenerów zapamiętał Pan jako najbardziej wymagającego?
Felix Magath. Treningi u niego były bardzo trudne fizycznie.

W jaki sposób zachęciłby Pan do udziału w PKO Biegu Charytatywnym?
PKO Bieg Charytatywny to wspaniała okazja, żeby komuś pomóc, jeśli nie startując – kończą się miejsca na listach startowych – to kibicując zawodnikom. Zróbmy coś dla innych!

Marek Wiśniewski