Wanda Panfil: Jestem dumna z roli ambasadorki 5. PKO Biegu Charytatywnego

– Zachęcam wszystkich, żeby 14 września wzięli udział w PKO Biegu Charytatywnym. Będzie piękna zabawa i piękna współpraca między ekipami – mówi Wanda Panfil, wybitna biegaczka, a zarazem jedyna Polka, która zdobyła tytuł mistrzyni świata na dystansie maratonu (Tokio 1991).
około min czytania

Co sprawiło, że zdecydowała się Pani objąć rolę ambasadorki 5. PKO Biegu Charytatywnego?
Wanda Panfil:
Ambasadorką tych zawodów będę po raz pierwszy. Jestem dumna, że przedstawiciele PKO Banku Polskiego pamiętali o mnie i zaprosili mnie do współpracy. Tym bardziej, że dwa lata temu biegłam w PKO Biegu Charytatywnym w Łodzi wraz z moją sztafetą z Tomaszowa Mazowieckiego. 

Tym razem na PKO Biegu Charytatywnym będzie Pani w Lublinie. Jak podoba się Pani ta lokalizacja?
Z Lublina mam piękne wspomnienia. Startowałam tam na mistrzostwach Polski na różnych dystansach. Przeżywałam w tym mieście wspaniałe emocje. I teraz będzie podobnie. Do Lublina jedziemy z moimi zawodnikami, których trenuję w Tomaszowie i chętnie weźmiemy udział w biegu. Mamy dobrych zawodników, więc spodziewam się, że uzyskamy niezły wynik.

Jak postrzega Pani sztafetową formułę biegu? Rywalizacja drużynowa może dostarczyć uczestnikom zawodów więcej emocji niż indywidualna?
To coś zupełnie innego – biegać samemu a z ekipą. Rywalizacja drużynowa zawsze daje dużo siły. Pięć osób bierze udział w zawodach i każdy chce wypaść jak najlepiej.

Niedawno, po 28 latach, wróciła Pani do Polski z Meksyku. Serce się Pani raduje, patrząc na to, jak dużą popularnością cieszy się dziś bieganie w naszym kraju?
To jest piękne. A wszystko przyszło bardzo szybko. Choć nie ma tak wysokiego poziomu jak dawniej, gdy mocno trenowaliśmy na stadionach. Zaczynało się od startów krótkich po 800 m lub 1500 m. Dopiero później wydłużaliśmy dystanse. Teraz każdy od razu chce biec maraton. To mi się nie podoba, bo do maratonu trzeba być dobrze przygotowanym. Trzeba poświęcić kilka lat treningów, żeby były wyniki. Dobrze by, więc było, żeby ludzie położyli większy nacisk na podniesienie poziomu sportowego.

No właśnie. Wynik uzyskany przez Panią podczas maratonu w Bostonie – 2:24:18 – sprawia, że do dzisiaj znajduje się Pani na liście najszybszych polskich maratonek w historii. Z czego to wynika?
Żeby osiągać takie wyniki, potrzeba czasu. Ja postawiłam sobie konkretny cel. Nie wszystko mi się udało. Mam wiele osiągnięć, wygrałam najbardziej prestiżowe maratony w Nowym Jorku, Bostonie i Londynie, zdobyłam tytuł mistrzyni świata w maratonie, ale nie mam medalu olimpijskiego.

A jak odnajduje się Pani w roli trenerki, która w Tomaszowie Mazowieckim szkoli amatorów?
Przekazuję im to, czego nauczyłam się na własnym organizmie. Spędziłam 28 lat, trenując w górach wysokich. To szmat czasu. Dużo się nauczyłam i dziś staram się, żeby treningi nie były monotonne. Urozmaicam je i zmieniam, żeby nikt się nie nudził. Mam na treningach wiele osób, które pracują i nie mają czasu, żeby na sto procent poświęcić się bieganiu. Marzy mi się, żeby na zajęcia przychodziło więcej młodzieży. Mogłabym ich poprowadzić, bo mam naprawdę wielkie doświadczenie.

Dlaczego warto wziąć udział w 5. PKO Biegu Charytatywnym?
Bo będzie piękna zabawa i piękna współpraca między ekipami. Zachęcam wszystkich, żeby 14 września wzięli udział w zawodach! Startowali, ale też kibicowali.

Marek Wiśniewski