2016.07.04

Jak się podpiszesz za 10 lat?

Kiedy przychodzimy do banku, choćby po to, żeby przelać większą sumę pieniędzy lub założyć lokatę, na dyspozycji musimy złożyć podpis. Podpis musi być identyczny jak na karcie wzoru podpisu. Na samą myśl drżą ręce.

e-podpis
Fot. shutterstock.com

To nie żarty. Zdarza się to starszym osobom i dlatego przypadki, że w kasie nie uznają ich podpisu, są bardzo częste. Młodzi ludzie z kolei często nie mają jeszcze „wyrobionego” podpisu. W dodatku wzór podpisu składamy najczęściej, zakładając rachunek w banku. A potem mija wiele lat i trzeba podpisać się znowu.

Czemu uznano podpis za coś tak ważnego? Po pierwsze dlatego, że prawo uważa, iż podpisem potwierdzamy naszą wolę. A więc podpisujemy się na każdej zawieranej umowie, na przykład o pracę czy u notariusza. Musimy się podpisać nawet wtedy, kiedy policjant wręcza nam mandat, bo w ten sposób oświadczamy, że przyjmujemy go i zobowiązujemy się zapłacić. Choć policja nie jeździ z kartami wzorów podpisu.

Tożsamość

Po drugie, podpis potwierdza naszą tożsamość. W sumie nie tak łatwo go podrobić, a w dodatku za sfałszowanie podpisu można iść do więzienia nawet na pięć lat. Dlatego karta wzorów podpisu jest istotna, bo na przykład ktoś, kto ukradnie nam dowód osobisty i przyjdzie z nim do banku, nie wie, jak się podpisujemy. Wtedy podpis złożony na karcie strzeże naszych pieniędzy. Ale czy karta podpisów musi być papierowa? A w dodatku, do czego papierowa karta podpisów się przyda, skoro coraz częściej używamy internetu?

Jeszcze niespełna 100 lat temu co trzeci mieszkaniec Polski był analfabetą. Znaczy to, że nie umiał czytać ani pisać. A skoro czytać ani pisać nie umiał, to nie mógł się podpisać. Analfabeci na dokumencie stawiali wtedy krzyżyk albo nawet trzy krzyżyki na znak, że są świadomi tego, co ten dokument zawiera, a kto inny poświadczał, że dana osoba rzeczywiście krzyżykami się podpisała.

Jeszcze gorzej było w średniowieczu. Wtedy w zasadzie nikt nie umiał pisać, z wyjątkiem duchownych. Co miał zrobić biedny król, który wydawał prawo, a nie mógł się pod nim podpisać, bo pisać nie umiał? Na potrzeby królów wymyślono więc pieczęcie. Do dziś są one rozpowszechnione w urzędach.

Ponieważ internet zaczął ułatwiać nam życie, wymyślono, że może dokumenty powinny obiegać (nawet cały świat dookoła) już nie w postaci papierowej, ale elektronicznej. Gdybyśmy na przykład mogli nie iść do urzędu i nie stać w kolejce do okienka, tylko sprawę załatwić przez internet?

Wszystko to jest możliwe, ale potrzebne są jeszcze dwie rzeczy. Pierwsza to możliwość poświadczenia, że my to naprawdę my, a nie ktoś inny, kto się pod nas podszywa. Ten, kto jest po drugiej stronie, na przykład urzędnik, musi być tego pewien. Podobnie jak bank. A do tego jeśli chcemy zawrzeć umowę, też w jakiś sposób musimy to poświadczyć. A na odległość nie jest to takie proste.

Kryptografia

Dlatego wymyślono podpis elektroniczny, który powstaje w niezwykle skomplikowany sposób, a dziedzina która się tym zajmuje nazywa się kryptografią. Za pomocą specjalnych algorytmów wprowadzamy do dokumentu szyfr potwierdzający naszą tożsamość. Urząd lub osoba po drugiej stronie ma dostęp do „klucza publicznego”, który ten kod rozszyfrowuje i potwierdza, kto złożył podpis. Potrzebny do tego jest oczywiście jeszcze jedna strona, która potwierdza, ze wszystko się zgadza – ośrodek certyfikacji.

Niestety, w Polsce podpis elektroniczny się nie przyjął, bo okazało się, że maszyneria do korzystania z niego jest zbyt skomplikowana, a poza tym zbyt kosztowna jak na kieszeń przeciętnego zjadacza chleba. Ale nie znaczy to, że nie chcemy sobie jeszcze bardziej ułatwiać życia, korzystając z internetu.

Teraz przed nami stoi ważne zadanie. Wymyślić taki sposób podpisywania się, żeby ręce nie drżały, papier nie byłby potrzebny, łatwo było go złożyć, długopis mało kosztował, a przy tym niezawodnie wskazywał, kto go złożył, nawet gdy składa go osoba, której drżą ręce. Trudne, ale możliwe.

Jacek Ramotowski

Czytaj także:

Biometria w bankowości

Technologie? Do usług!

Do czego nam technika?