2015.12.04

Po prostu... Filharmonia!

Filharmonia Narodowa w Warszawie od lat prowadzi cykle edukacyjne przeznaczone dla dzieci i młodzieży. Legendarna Ciocia Jadzia to renomowana marka i znak tych koncertów. Jednak od ubiegłego sezonu pojawiła się nowa propozycja, skierowana do nieco starszych widzów – młodzieży licealnej i studentów. To cykl koncertowy „Po prostu... Filharmonia!”.

Po prostu... Filharmonia! Fot. shutterstock.com
Fot. shutterstock.com

Podobnie jak w ubiegłym sezonie, przygotowany przez Filharmonię Narodową cykl składa się z kilku projektów. Każdy projekt to z kolei kilka koncertów, które odbywają się w różnych interwałach czasowych – niekiedy co kilka dni, czasem codziennie, bywa, że jednego dnia odbywają się dwa koncerty, jeden po drugim. Każdy projekt ma swoją myśl przewodnią, dobitnie przekazaną w tytule. Wszystkie są najczęściej związane – przede wszystkim repertuarem – z muzyką określaną jako dawna, czyli z kompozytorami doby renesansu i baroku.

W tym roku Filharmonia Narodowa przygotowała cztery projekty, w każdym zaś od trzech do pięciu koncertów. Pierwszy z nich, zatytułowany „Muzyka dawna, ale czy na pewno dawna?” właśnie się zakończył. Podobnie jak w roku ubiegłym został zrealizowany we współpracy z festiwalem Poznań Baroque.

Tytuł pierwszego projektu wydaje się nieco „przegadany”. Jednak organizatorzy, komponując program, stawiają przed widzem i słuchaczem kilka istotnych pytań. Czym w istocie ta muzyka dawna jest? Czy to po prostu dzieła, skomponowane przez artystów w XVI, XVII czy XVIII wieku? Wiele z nich zostało zagubionych, zapomnianych i zniknęło ze scen muzycznych. Wiele jednak wciąż było i jest na nich obecnych. Wydaje się, że istnieją dwa zasadnicze problemy, pojawiające się wówczas, gdy mówimy o muzyce dawnej. Pierwszy to praktyka wykonawcza.

Ostatnie lata to niebywały wręcz powrót do źródeł. Muzycy grający muzykę dawną robią to, używając dawnych instrumentów lub ich starannie odtworzonych kopii. Na najważniejszych uczelniach artystycznych powstają wydziały i pracownie szkolące instrumentalistów i wokalistów w technice śpiewu i gry na tych instrumentach, wymagających umiejętności specyficznych i zdecydowanie innych niż instrumentarium współczesne.

A wszystko po to, aby utwory Monteverdiego, Scarlattiego, Bacha czy Vivaldiego zabrzmiały tak, jak mogły brzmieć w czasach im współczesnych. Okazuje się bowiem, że jest to brzmienie bardzo różne od dzisiejszego, a jego piękno i urok urzekło liczne i wciąż rosnące grono melomanów muzyki dawnej.

Tak więc podczas koncertów pierwszej edycji cyklu „Po prostu… Filharmonia!” mogliśmy usłyszeć np. consort viol da gamba (zespół L’Achéron) – instrumentu dziś już praktycznie nie używanego, „przodka” całego współczesnego instrumentarium smyczkowego – skrzypiec, wiolonczeli czy kontrabasu. Brzmienie viol jest jednak inne – cichsze, bardziej miękkie i aksamitne, a muzyka wykonana przez zespół tych instrumentów odznacza się wyjątkową subtelnością i bogactwem dźwięku zdecydowanie innym niż gra współczesnego kwartetu smyczkowego. Podobne bogactwo dawnych brzmień przywołała na swoim koncercie młodzieżowa orkiestra European Union Baroque Orchestra prowadzona przez doświadczonego pedagoga Larsa Ulricha Mortensena, który zresztą w dniu koncertu obchodził swoje 60. urodziny!

Czy jednak odtworzenie historycznego brzmienia i historycznej techniki wykonawczej to prawdziwe źródło rosnącej popularności muzyki dawnej? Czyżbyśmy nagle polubili muzyczne muzea? I tu dochodzimy do drugiego problemu, który kojarzy się z pojęciem muzyka dawna. A mianowicie do kulturowego kontekstu, w którym ta muzyka powstawała. Ten kontekst jest już dziś przeszłością zamkniętą i niedająca się przywrócić. Co więcej, nie ma ani takiej możliwości, ani potrzeby. Muzyka dawna znakomicie wpisuje się bowiem we współczesny kontekst, a właściwe dla niej praktyki, na przykład improwizowana ornamentacja bądź improwizowany akompaniament, stwarza dzisiejszym artystom ogromne pole twórczego i całkiem… współczesnego wykonawstwa. Świetnym przykładem ilustrującym to zagadnienie był koncert francuskiego klawesynisty Jeana Rondeau „Na klawesynie z jazzową wyobraźnią”. Okazuje się, że kompozytorzy baroku, komponując w ramach ścisłych i sztywnych reguł, zostawiają jednak wykonawcom ogromne pole do twórczej improwizacji, która dziś właściwa jest np. muzyce jazzowej.

Tak więc muzyka dawna to dziś prawdziwy węzeł sprzeczności. Z jednej strony historyczna praktyka wykonawcza, dawne instrumentarium i dawna technika gry, z drugiej jednak kontekst jak najbardziej współczesny, sztuka bliska naszej dzisiejszej wrażliwości i całkiem nowoczesnym gustom. Dzięki takim cyklom jak ten, który przygotowała Filharmonia Narodowa, mogliśmy zasłuchać się w dawnej muzyce i zamyślić nad tym zadziwiającym paradoksem.

Iwona Ramotowska
dolce-tormento.blogspot.com
dolcetormento.pl

Mikołajki w Filharmonii Narodowej

Szukasz pomysłu na rodzinne spędzenie tegorocznych mikołajek? Odwiedź tego dnia Filharmonię Narodową w Warszawie. Jej propozycją na 6 grudnia jest koncert dla małych melomanów (7-12 lat) i wspólne szukanie odpowiedzi na pytanie „Czy mogą być pieśni bez słów”. Szczegóły: http://filharmonia.pl/koncerty-i-bilety/repertuar/czy-moga-byc-piesni-bez-slow.

  • PKO Bank Polski jest strategicznym mecenasem Filharmonii Narodowej w Warszawie i wspiera program artystyczny i projekty edukacyjne przygotowane przez tę instytucję w nowym sezonie artystycznym 2015/2016.


Czytaj także:

Różne oblicza muzyki dawnej w Filharmonii Narodowej