2019.01.07

Szymon Kulka: Nie możemy się bać rywali z Kenii i Etiopii

– Z rywalami z Kenii i Etiopii radzę sobie dość dobrze. Z nimi po prostu trzeba umieć biegać. Nie można się ich bać, bo też są do pokonania. Nieraz to udowadniałem. Myślę, że z każdym można wygrać. Trzeba tylko w odpowiedni sposób podejść do rywalizacji – mówi Szymon Kulka, jeden z najlepszych polskich biegaczy, aktualny mistrz Polski w półmaratonie z Piły i wicemistrz Polski w biegu na 10 tys. m z Łomży.

W 2012 r. w Budapeszcie zostałeś mistrzem Europy w biegach przełajowych. Czy był to dla ciebie przełomowy moment? Taki, w którym uznałeś, że jesteś w stanie bardzo dużo osiągnąć w sporcie?

Szymon Kulka: To właśnie wtedy uwierzyłem, że mogę ścigać się i wygrywać ze wszystkimi. Ten sukces był dla mnie szczególny. Oczywiście już wcześniej miałem osiągnięcia, które pozwalały mi myśleć o tym, że w europejskich zawodach mogę być wysoko i mogę pokonać najlepszych. Zawody w Budapeszcie były jednak wyraźnym sygnałem, że w wieku seniorskim będę mógł walczyć o dobre wyniki na mistrzostwach świata czy Europy.

Do dziś traktujesz to jako swój największy sukces?

Tak. To wynik, który cenię najbardziej – moje największe osiągnięcie w zawodach międzynarodowych, a zarazem największe przeżycie w karierze sportowej.

Duże sukcesy odnosisz w krajowych zawodach. W 2016 r. zostałeś mistrzem Polski na 5 km, 10 km i w półmaratonie. To najbardziej udany rok w twojej karierze sportowej?

Był bardzo udany, bo na każdym możliwym dystansie zrobiłem życiówki. Z roku na rok idę jednak do przodu i uzyskuję coraz lepsze wyniki, więc trudno mówić, że rok 2016 był najlepszy. Każdy jest dobry. Moja kariera rozwija się, a ja staję się coraz lepszym zawodnikiem.

W 2017 r. wraz z kolegami z reprezentacji wywalczyliście srebrne medale drużynowych mistrzostw Europy rozgrywanych w Lille. Jaki wymiar ma dla ciebie ten drużynowy sukces?

To mój pierwszy taki sukces w karierze seniorskiej. Biegałem wtedy 5000 m, zająłem piąte miejsce, więc wynik był całkiem dobry. Udało się nam zdobyć srebrny medal. Fajna impreza, fajne przeżycie i mam nadzieje, że w przyszłych latach uda mi się wywalczyć wysokie miejsca również w indywidualnych mistrzostwach Europy.

A jak podsumujesz 2018 r. w swoim wykonaniu?

Był dla mnie w miarę udany. Wygrałem mistrzostwa Polski w półmaratonie w Pile, zdobyłem srebrny medal mistrzostw Polski na 10 000 m w Łomży. Zwyciężyłem też w kilku biegach ulicznych. To był fajny rok.

Trudno było pokonać Adama Nowickiego i Kamila Karbowiaka podczas półmaratonu w Pile?

W tym okresie przygotowywałem się do wojskowych mistrzostw świata w maratonie, które organizowano w Bejrucie. Ten start był niejako „po drodze”. Na tym etapie byłem jednak dość dobrze przygotowany, więc nie miałem większych problemów z pokonaniem rywali. Jesienią 2018 r. byłem w najwyższej formie sportowej. Niestety, uraz, którego nabawiłem się w Belgii na przełajach, uniemożliwił mi start w Bejrucie. Mam jednak nadzieję, że przyszły rok będzie bardziej udany, zadebiutuję w maratonie i uzyskam dobry wynik na tym dystansie. 

Jesteś jednym z nielicznych polskich zawodników, który z powodzeniem rywalizuje z Kenijczykami i Etiopczykami. Wygrywałeś z nimi podczas Biegu Niepodległości w Rzeszowie, a w zeszłym roku byłeś jedynym Polakiem na podium podczas 6. PKO Nocnego Wrocław Półmaratonu. Masz na nich swój własny patent?

Faktycznie, dość dobrze radzę sobie z rywalami z Kenii i Etiopii. Z nimi po prostu trzeba umieć biegać. Nie można się ich bać, bo też są do pokonania. Nieraz to udowadniałem. Wielokrotnie pokazywali to również inni zawodnicy w Europie i na świecie. Myślę, że z każdym można wygrać. Trzeba tylko w odpowiedni sposób podejść do rywalizacji.

A jakie są Twoje wrażenia z6. PKO Nocnego Wrocław Półmaratonu? Bieganie nocą sprawia ci frajdę?

Tak, to fajna impreza. Start odbywa się w ciemnościach, co tworzy klimat. Każdemu polecam ten bieg. Myślę, że będzie rósł w siłę i zyskiwał coraz więcej uczestników. Zresztą, frekwencja pokazuje, że już teraz cieszy się dużą popularnością. Wielu uczestników specjalnie na zawody przyjeżdża do Wrocławia z różnych końców Polski. Warto w nich startować.

Zawodom towarzyszy popularna akcja charytatywna PKO Banku Polskiego „Biegnę dla…”, podczas której zawodnicy mają szansę pomóc ciężko chorym osobom. Jak postrzegasz łączenie takich akcji ze sportem?

To bardzo fajna inicjatywa. Przy okazji startu w zawodach można pomagać potrzebującym osobom. Oceniam takie akcje bardzo pozytywne i mam nadzieję, że będzie ich jeszcze więcej, bo dobro zawsze powraca. Jeżeli będziemy pomagać innym, to może innym razem ktoś pomoże nam. Nigdy nie wiemy, kiedy sami możemy tego potrzebować.

Jak wyglądają twoje plany biegowe na rok 2019?

Na początku roku chciałbym do końca wyleczyć kontuzję, która przytrafiła mi się na przełajach z Belgii, a z którą ciągle się borykam. Jeżeli uda mi się przygotować do wiosny, to będę chciał zadebiutować w maratonie. A docelowym startem będą dla mnie światowe igrzyska wojskowe.

Rozmawiał Marek Wiśniewski

 

Czytaj także:

Biegajmy mądrze #1. Jak biegać w mrozie -10 stopni i nie zachorować?

Henryk Szost: Możemy mieć w polskich biegach frekwencję na poziomie 20-25 tys. osób

Czy człowiek jest w stanie złamać 2 godziny w maratonie?

Pliki do pobrania