2018.06.13

Magia jazzu. Rozmowa z Włodkiem Pawlikiem (nie tylko) o muzyce

Są tacy, którzy twierdzą, że jazz jest bardziej formą interpretacji niż stylem muzycznym. Niewątpliwie jednak wzbudza emocje. Bardzo często skrajne.


fot. Getty Images

24 czerwca Kraków zmieni się w europejską stolicę jazzu. Tego dnia rozpocznie się w stolicy małopolski 23. edycja Summer Jazz Festival, którego sponsorem jest PKO Bank Polski. Do 2017 r. spotkania odbywały się pod nazwą Letni Festiwal Jazzowy w Piwnicy pod Baranami. Pierwsza edycja miała miejsce w 1996 r., w trakcie obchodów 40-lecia sceny.

Od 2000 r. regularnym koncertom towarzyszą wydarzenia specjalne, takie jak choćby Niedziela Nowoorleańska i Noc Jazzu. Od 17 lat wręczana jest nagroda festiwalowa – „Jazzowy Baranek”. Obecnie jest to największy polski festiwal jazzowy i jeden z większych w Europie. Do tej pory prezentowali się na nim m.in. wybitni polscy artyści, tacy jak Tomasz Stańko, Urszula Dudziak, Michał Urbaniak, Jan „Ptaszyn” Wróblewski, Leszek Możdżer, Ewa Bem. Nie zabrakło również gwiazd zagranicznych. W Krakowie grali chociażby Pat Metheny, Bobby McFerrin, Brandford Marsalis, Nigel Kennedy czy John Abercrombie.

Program festiwalu jest niezwykle bogaty i z pewnością każdy znajdzie w nim coś dla siebie.  W sumie odbędzie się ok. 100 koncertów, podczas których zagości na scenie ponad 200 polskich i zagranicznych artystów. Zagrają dla blisko 50 tys. gości imprezy. Pełna lista wydarzeń festiwalowych dostępna jest na stronie internetowej.

Rozpoczynające się święto jazzu to doskonała okazja, by porozmawiać o tym gatunku muzyki z jednym z najwybitniejszych jego polskich twórców – Włodkiem Pawlikiem.

Pana pierwsze muzyczne wspomnienie to...

Przygodę z muzyką „na serio” rozpocząłem już we wczesnym dzieciństwie. Regularne lekcje fortepianu zacząłem w wieku 5 lat.

Czym jest jazz? Niektórzy mówią, że to kakofonia dźwięków bez ładu i składu. Inni zaś nie rozumieją, jak można jazzu nie rozumieć. Czy to muzyka dla wszystkich?

Jazz jest muzyką, która urodziła się w Ameryce Północnej na przełomie XIX i XX wieku. Jej źródłem jest blues, pieśni religijne czarnoskórych obywateli USA tzw. gospels, ragtime, dixieland. Jeżeli ktoś kojarzy jazz z kakofonią, to najprawdopodobniej dlatego, że usłyszał w radio jakieś nagrania związane z improwizowaną muzyką awangardową. Bardzo często, niestety, muzycy wykonujący tzw. free jazz odstraszają skutecznie od tego fantastycznego gatunku całe rzesze potencjalnych słuchaczy. Aby najlepiej przekonać się o tym, czym jest muzyka jazzowa dla Amerykanów, wystarczy przejść się ulicami Nowego Jorku, bo jazz wylewa się ze wszystkich zakamarków tego miasta. Niezależnie od tego, czy jest on grany przez ulicznych muzyków, czy też w restauracjach, sklepach, hotelach... W Stanach Zjednoczonych jazz to raczej muzyka popularna, więc dla wszystkich. Ale mówię tutaj o tzw. mainstreamie, czyli muzyce mającej swoje korzenie w Gershwinie, Armstrongu, Duku Ellingtonie, Billie Holliday, Franku Sinatrze itd.

Jak Pan ocenia kondycję jazzu w Polsce?

Jazz w Polsce ma bogatą powojenną tradycję i to wpływa na ciągłe zainteresowanie tym gatunkiem nowych pokoleń polskich muzyków i słuchaczy. Inną sprawą jest obecność jazzu w głównym obiegu tzw. masowej kultury. Z tym jest większy kłopot. Wielu naszych muzyków tworzy – jak ja to mówię – muzykę „jazzo-podobną”, takie hybrydy etno-awangardowo-elitarne. W sumie taki sposób muzykowania nie przysparza nowych słuchaczy, raczej ten zasięg zawęża.

A jak się mają nasi jazzowi artyści za granicą?

Mogę mówić za siebie – całkiem nieźle! Niedawno, bo 28 maja, wystąpiłem z moim Trio i wspaniałym amerykańskim trębaczem Randym Breckerem w najsłynniejszym klubie jazzowym na świecie, nowojorskim Blue Note, otwierając tam Blue Note Jazz Festival. Zresztą w tym składzie (plus orkiestra) zdobyliśmy Grammy za płytę „Night in Calisia”. Na nasze dwa koncerty bilety zostały wyprzedane, a reakcje nowojorskiej publiczności były entuzjastyczne. Otrzymałem kilka dni temu ponowne zaproszenie na występy od szefów Blue Note, co jest dla mnie najlepszą recenzją.

Jaki jest Pana ulubiony utwór?

Ostatnio nagrałem solową płytę pt. „Songs without Words”, na której usłyszycie Państwo moje fortepianowe improwizacje takich utworów jak m.in. „Imagine” Johna Lennona, „Something” George’a Harrisona, „Blowin'in the Wind” Boba Dylana. Spectrum moich upodobań jest bardzo szerokie: od muzyki pop, poważnej oczywiście aż do jazzu.

Od czego warto zacząć przygodę z jazzem? Jaki utwór wybrać na początek, by zakochać się w tym gatunku?

Oczywiście „Georgia On My Mind” w wykonaniu Raya Charlesa i „Summertime” Gershwina w wykonaniu Elli Fitzerald i Louisa Armstronga... Są genialne!

Rozmawiała Oktawia Staciewińska 

Czytaj także:

Malarz, który inspirował Sienkiewicza – wystawa „Józef Brandt 1841–1915”

Morskie opowieści w przeddzień Dni Morza w Szczecinie

„Dla użyteczności współziomków swoich”, czyli o poznańskich spotkaniach z arcydziełami w Bibliotece Raczyńskich