2019.03.06

Pamięć i szacunek dla Żołnierzy Wyklętych. Tak wyglądał Bieg Tropem Wilczym w Warszawie

To była niezwykła niedziela. Zafascynowany historią Żołnierzy Wyklętych postanowiłem wziąć udział w tegorocznej edycji Biegu Tropem Wilczym w Warszawie. Trasa po Forcie Bema oddała niesamowity klimat czasów, w których żyli nasi Bohaterowie, a pamięć o nich oraz podziw dla ich niezłomności była wśród biegaczy wszechobecna.

Pamięć i szacunek dla Żołnierzy Wyklętych

Cel numer 1 – upamiętnić Bohaterów

Historie życiowe niektórych Żołnierzy Wyklętych od dawna wzbudzały moje głębokie zainteresowanie i szczery podziw. Jedną z postaci, która od dawna mnie fascynuje, jest generał brygady Wojska Polskiego August Emil Fieldorf o pseudonimie „Nil”, organizator i dowódca Kedywu Armii Krajowej. Po wojnie został oskarżony przez komunistów o wydawanie rozkazów likwidowania partyzantów radzieckich przez AK. Pomimo tortur odmówił współpracy z Urzędem Bezpieczeństwa, a po sfingowanym procesie został skazany na karę śmierci przez powieszenie. Godną i twardą postawę generała oraz jego opanowanie podziwiał nawet prokurator opisujący ostatnie chwile Fieldorfa.

Czytając życiorysy Niezłomnych i oglądając filmy na ich temat, nabrałem ochoty na start w Biegu Pamięci Żołnierzy Wyklętych Tropem Wilczym. Poprzez wysiłek sportowy chciałem oddać szacunek i złożyć hołd tak zasłużonym bohaterom jak generał August Emil Fieldorf. Miałem już wiele pozytywnych doświadczeń ze startów w Biegu Niepodległości w Warszawie oraz Biegu Powstania Warszawskiego, ale zawody Tropem Wilczym były dla mnie nowością.

W sobotę na stadionie Wojska Polskiego w Warszawie odebrałem pakiet startowy z koszulką, na której widniał wizerunek Pawła Jasienicy (jego właściwe nazwisko to Leon Lech Beynar) – polskiego historyka i pisarza historycznego, który w czasie drugiej wojny światowej był oficerem Armii Krajowej, w lipcu 1944 r. uczestniczył w walkach o Wilno, a następnie trafił do niewoli sowieckiej i był przesłuchiwany przez NKWD. W szczęśliwych okolicznościach wydostał się na wolność, ale po wojnie został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Do końca życia był prześladowany przez komunistów.

Tacy ludzie zasługują na pamięć i szacunek.

Cel numer 2 – pobiec dla Małgosi

Odbierając pakiet startowy, pamiętałem o zabraniu od wolontariuszy kartki z napisem „biegnę dla Małgosi”. Od dawna wyznaję zasadę „Pomagając sobie, pomagamy innym”, więc postanowiłem dołączyć do akcji Fundacji PKO Banku Polskiego na rzecz 17-miesięcznej Małgosi Późnieckiej – dziewczynki, która zachorowała na rzadką i wyniszczającą chorobę genetyczną Canavan. Dzięki zaangażowaniu biegaczy, Fundacja PKO Banku Polskiego przekazuje środki finansowe na leczenie Małgosi.

Fort Bema idealnym miejscem dla Biegu Tropem Wilczym 

Miejscem Biegu Tropem Wilczym były w tym roku tereny Fortu Bema, który został zbudowany w latach 1886-1890, a którego większa część zachowała się do dziś. W latach 1939-1940 fort został przejęty przez niemiecki przemysł zbrojeniowy. Znajdowały się tutaj składy amunicji i broni. Po zakończeniu wojny funkcjonował tu krótko obóz jeńców niemieckich. Następnie Wojsko Polskie zajęło fort i przeznaczyło go na magazyny.

Dziś na tym terenie znajduje się park, w którym wybudowano alejki, ścieżki rowerowe i dwie drewniane kładki. Bemowskie Forty – dzięki rewitalizacji – stały się idealnym miejscem do biegania i uprawiania innych sportów.

W połączeniu z pokazami grup rekonstrukcyjnych, obecnością żołnierzy z karabinami i sprzętem wojskowym, biegacze mogli poczuć niezwykły klimat czasów wojennych. Zwłaszcza w momentach, gdy odbywały się huczne salwy honorowe.

Rozmowy z ambasadorami

Przed startem miałem okazję porozmawiać z ambasadorami biegu, którzy – podobnie jak ja – zdecydowali się pobiec na dystansie 10 km. Do wyboru w Warszawie były także biegi na dystansie 5 km oraz symbolicznym dystansie 1963 m, upamiętniającym datę śmierci Józefa Franczaka ps. Lalek. Ten rok uznaje się za koniec zbrojnego oporu Żołnierzy Wyklętych wobec systemu komunistycznego.

Zostałem ambasadorem po raz pierwszy, ale mam nadzieję, że nie ostatni. To znakomita impreza, która przyciąga mnóstwo ludzi. Cieszę się, że mogę brać w niej udział. Idea jest świetna i czuję się z nią związany. Zależy mi na tym, żeby prawdziwi bohaterowie znaleźli odpowiednie miejsce w naszej historii. Mam nadzieję, że pamięć o Żołnierzach Wyklętych będzie coraz bardziej powszechna, bo swoją postawą na pewno na to zasłużyli – powiedział mi trener piłkarski Robert Podoliński.

W podobnym tonie wypowiedział się inny z ambasadorów, dziennikarz TVP Sport Oswald Rodrigo Perreira, który w Biegu Tropem Wilczym wystartował po raz trzeci.

Biegnę, żeby swoim wysiłkiem oddać cześć Żołnierzom Wyklętym. Mieli zostać zapomnieni, a jednak dzisiaj ich wspominamy. Chcemy pamiętać o bohaterach, którzy po wojnie podnosili głowy i nie zgadzali się z trudną sytuacją, w której znalazła się Polska. W takich zawodach jak Bieg Tropem Wilczym czy Warszawska Triada Biegowa chodzi nie tylko o sport, ale i o pielęgnowanie pamięci historycznej – podkreślił ambasador biegu.

Bieg terenowy po leśnych ścieżkach

W niedzielny poranek niebo było pochmurne, a temperatura wynosiła około 10 stopni. Co ważne, nie było silnych podmuchów wiatru. To bardzo dobre warunki do biegania. Niektórzy obawiali się opadów deszczu, ale na szczęścia mżawka pojawiła się… dopiero po zakończeniu ostatniego biegu.

Trasa na 10 km składała się z czterech pętli po Forcie Bema – każdej o długości 2,5 km – i prowadziła leśnymi ścieżkami, w większości po miękkim podłożu. To pozytywne urozmaicenie, bo większość biegów masowych odbywa się na asfalcie. Jedyny mankament wiązał się z tym, że wąska droga utrudniała wyprzedzanie, co w początkowej fazie zawodów mogło stanowić pewien problem.

Zwycięzcy biegu pamiętają o Niezłomnych

Na mecie każdy z biegaczy otrzymał medal Biegu Tropem Wilczym z odciśniętym śladem wilczej łapy. Wynik? Tak naprawdę w tych zawodach nie chodziło o wynik. Najważniejsza była szczytna idea – wysiłek ku pamięci Żołnierzy Wyklętych. Każdy z zapytanych biegaczy doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Nawet ci, którzy odnieśli zwycięstwo.

Bardzo podobają mi się biegi o tematyce historycznej, które nawiązują do waleczności Polaków. Jestem za takimi inicjatywami. Opowiadam się za nim całym sercem. Cały bieg bardzo mi się podobał i jestem z niego bardzo zadowolony – ocenił zwycięzca biegu na 10 km Daniel Żochowski.

Nie mniejszą wagę do historycznego aspektu biegu przywiązuje drugi na mecie tego dystansu Radosław Gromek. – Historyczny wymiar biegu ma dla mnie bardzo duże znaczenie. Mam 35 lat, ale dzięki takim biegom ciągle się uczę. To dla mnie kolejna lekcja odkłamywania historii i poszukiwania prawdy. Osobiście podążam śladami rotmistrza Witolda Pileckiego, który jest dla mnie wzorem – ojca i mężczyzny, a także odwagi i wiary – wyznał.

Patriotką okazała się również zwyciężczyni biegu na 10 km Lidia Słupecka. – Upamiętnienie Żołnierzy Wyklętych ma dla mnie bardzo duże znaczenie. Staram się biegać we wszystkich biegach patriotycznych. Zabieram ze sobą córkę, żeby również mogła upamiętniać naszych bohaterów. Bieg Tropem Wilczym to wspaniała impreza i już teraz zachęcam wszystkich do startu w kolejnej edycji – podkreśliła.

Za metą na każdego z zawodników czekał talerz pysznej i gorącej grochówki. Po dużym wysiłku biegowym – palce lizać!

Marek Wiśniewski

Czytaj także:

Justyna Kowalczyk znów wygrała Bieg Piastów! Królowa Nart przyciągnęła tłumy

Rekord frekwencji Biegu Tropem Wilczym. Na całym świecie pobiegli, by upamiętnić Żołnierzy Wyklętych

Prof. Krzysztof Szwagrzyk: Żołnierze Wyklęci za swoją walkę często płacili najwyższą cenę

Pliki do pobrania