Fotografia mobilna to jest to. Krzysztof Kortyna

Pasjonuje go fotografia mobilna. Choć zdjęcia robi amatorsko, to gdy są one zgłaszane do konkursów, wygrywają z pracami profesjonalistów. O swojej pasji mówi Krzysztof Kortyna, pracownik PKO Banku Polskiego z Centrum Obsługi i Operacji w Lublinie.
około min czytania

„Akrobata”, „Skansen” czy „Chata we mgle” to tylko kilka tytułów zdjęć Pana autorstwa wyróżnianych w konkursach fotograficznych. Które z nich są dla Pana najważniejsze, a nagrody najcenniejsze? 

Startowałem w kilku konkursach fotograficznych, w których mierzyłem się zarówno z amatorami, jak i profesjonalistami. Były to przede wszystkim lokalne wydarzenia, jak „Lublin i Münster w obiektywie – ludzie w życiu codziennym", „Sezon Lublin” czy „W rytmie Wolności”. Nie startuję w konkursach, na które muszę specjalnie przygotowywać prace. Raczej uczestniczę w takich, do których mogę zgłosić wykonane wcześniej zdjęcia. Nie przykładam szczególnej wagi do prestiżu imprez czy nagród, dla mnie ważny jest sam fakt wyróżnienia fotografa amatora, którym jestem. To nobilitacja.

Czy swoją opowieść o pasji fotografowania rozpocząłby Pan od słów: „od dziecka lubiłem fotografować…”?

Dokładnie! Do dziś mam album z pierwszymi zdjęciami zrobionymi jeszcze w podstawówce aparatem analogowym. Ale moja przygoda z fotografią mobilną, czyli wykonywaną za pomocą smartfona zaczęła się pod koniec 2014 r. Rok później wybrałem się na spotkanie „igersów”, czyli społeczności Instagrama fascynującej się fotografowaniem, poznałem ludzi umiejących dzielić wspólną pasję i sam stałem się „igersem”. Od tego czasu wciągnąłem się w fotografię mobilną na dobre.

Czym różnią się zdjęcia robione smartfonem od wykonanych aparatem fotograficznym? 

Wśród fotografujących krąży powiedzenie, że najlepszym aparatem jest ten, który ma się przy sobie. Tym właśnie różni się aparat w smartfonie od tradycyjnego. Mamy go zawsze ze sobą i w ciągu kilku sekund możemy wykonać zdjęcie. Choć matryca telefonu komórkowego jest zdecydowanie mniejsza od klasycznego aparatu – wielkość sensora wpływa przede wszystkim na jakość oraz głębię ostrości zdjęcia – to często się zdarza, że te wykonane telefonem komórkowym są naprawdę dobre i doceniane w konkursach. Przykładem może być „Akrobata” – zdjęcie nagrodzone w konkursie jako jedyne wykonane mobilnie. Przyznam, że 95 proc. wszystkich swoich zdjęć zrobiłem smartfonem.

Co lubi Pan fotografować?

Hmmm... Staram się po prostu ustawiać człowieka pośrodku historii, którą chcę opowiedzieć zdjęciem. Uwielbiam robić zdjęcia podczas Festiwalu Sztukmistrzów w Lublinie. Przez kilka dni w mieście panuje świetna atmosfera i niebywałe doświadczenie! Robię bardzo dużo zdjęć streetowych i szkolę się w portretach, mniej interesuje mnie krajobraz. 

Ma Pan swojego mistrza?

Ostatnio jestem pod wielkim wrażeniem twórczości Davida duChemin. Patrząc na jego fotografie i czytając jego książki widzę, jak wiele jeszcze mi brakuje do osiągnięcia zamierzonego celu.

Czy potrzebne są jakieś predyspozycje, aby zajmować się fotografią? 
Wydaje mi się, że najważniejsza jest cierpliwość. Na świecie chyba już wszystko zostało sfotografowane. Wyzwaniem jest odpowiednie pokierowanie światłem i chwilą, aby wyrazić nasz pogląd i go uwiecznić.

Zgodzi się Pan z opinią, że ludzie na fotografii sprawiają, że zyskuje ona więcej życia, energii, mocy…

W zupełności się z tym zgadzam. Sam najczęściej robię zdjęcia na ulicy, na której człowiek jest elementem pewnej sekwencji, jednym z obiektów zapewniających ruch. On sprawia, że zdjęcie ożywa i nabiera emocji.

Co pasja wnosi do Pana życia zawodowego i odwrotnie?

Na co dzień pracuję w Centrum Obsługi i Operacji, gdzie przygotowuję szereg analiz biznesowych czy sprzedażowych. Do moich obowiązków należy również wsparcie zespołu odpowiedzialnego za obsługę klienta w mediach społecznościowych. Fotografia jest moją pasją, która pozwala mi dostrzegać rzeczy, które wcześniej pomijałem, łączy wcześniej niepołączone punkty. Dzięki niej poznaję też ludzi i nowe miejsca. W ten sposób poznałem m.in. Przemyśl, Zamość, Katowice czy Kijów. Niedługo wybieram się do Opola, gdzie wraz z grupą Mobile Photo Trip przez dwa dni będziemy fotografować codzienne życie mieszkańców. Jednym z organizatorów tego cyklu spotkań jest Łukasz Budny, doradca z Oddziału 1 PKO Banku Polskiego w Ozimku. Poznaliśmy się na jednym z eventów fotograficznych i jak się później okazało, jesteśmy kolegami z pracy.

Czy dobre zdjęcie to kwestia wrażliwości, techniki, przypadku czy ciężkiej pracy?

Technikalia są bardzo ważne, jednak nie najważniejsze. Im sprawniej uda się nam ustawić ostrość czy ekspozycję, tym lepiej uchwycimy ciekawy kadr. Istotnym jest, aby mieć kontrolę nad tym co chcemy zrobić. Dobre zdjęcie to chwila, często wyczekana, ale często przypadkowa. Dlatego należy być czujnym. Fotografowanie to również ciężka praca nad sobą. Jestem świadomy swoich braków i staram się nad nimi pracować, a to wymaga czasu i dużego zaangażowania.

W odniesieniu do fotografii, które stwierdzenie odpowiada Panu bardziej „mam pasję” czy „czuję flow”?

Chyba stwierdzenie „mam pasję” jest mi bliższe. Lubię oglądać zdjęcia innych fotografów, czytać książki związane z tą tematyką i chodzić na wernisaże. Ale to wszystko nie oznacza, że nie „czuję flow”.

Jak koleżanki i koledzy z pracy reagują na Pana pasję i sukcesy?

Koleżanki i koledzy z zespołu sporo wiedzą o moich drobnych i większych sukcesach fotograficznych. Bardzo mnie wspierają i mobilizują do robienia zdjęć.

Czy gdzieś można obejrzeć Pana prace? 
Zapraszam do galerii moich zdjęć na Instagramie

Ewa Maciejewska
specjalista w PKO Banku Polskim